środa, 30 października 2013

Lakiery na sezon jesienno-zimowy.

Już ponad miesiąc temu zawitała do nas jesień, ale ja zaczęłam tak naprawdę odczuwać ją dopiero dzisiejszego dnia. Pogoda w moim mieście postanowiła za bardzo nas nie rozpieszczać i przepiękne słońce zastąpiła mżawka i delikatne opady deszczu dopełnione idealnie szarym niebem. Nie ma co, jest to bardzo "mobilizujące" ;-) Z drugiej jednak strony, panująca dzisiaj aura skłoniła mnie do pokazania Wam kilku lakierów, które będą gościć u mnie przez całą jesień i jak się domyślam - zimę :-)



Jak będziecie mogły się przekonać nie będzie u mnie aż tak szaro, buro i ponuro. Oprócz kilku typowo jesiennych kolorów znajdą się również pozycje bardziej klasyczne, dodające energii.


Do tych "wesołych" lakierów należą na pewno moje Essie. Pastelowy Fiji to cudowny, jaśniutki róż, który bardzo sobie upodobałam. Idealnie nadaje się na te dni, kiedy nie do końca jestem przekonana po jaki kolor sięgnąć - gdy pomaluję nim paznokcie zawsze sobie myślę, że to był jednak dobry wybór :-)

Intensywny róż Bottle Service to również dosyć wyjątkowy kolor. Długo szukałam podobnego odcienia różu i w końcu udało mi się znaleźć ten. Na blogu jeszcze go bliżej nie przedstawiałam, ale czekajcie cierpliwie :-) Będą zdjęcia i dłuższy opis :-)

Meet Me At Sunset to mój absolutnie ulubiony lakier! Mam go już ponad pół roku i tak często maluję nim paznokcie, że powoli zaczyna mi się kończyć. Jesteście ciekawe jak wygląda z bliska? Tutaj go pokazywałam :-) Nie zamierzam z niego rezygnować nawet w te szare, ponure dni!


Kolejnym moim ukochanym lakierem jest Muddy Water z IsaDory. Kupiłam go już bardzo, bardzo dawno, a jeszcze mi się nie znudził! Na paznokciach przybiera idealny kakaowy odcień, a na płytce rozprowadza się jak marzenie! Jedna warstwa to max! Niestety przy tym kolorze widać ścierające się końcówki, ale wybaczam mu to, bo go uwielbiam!

Wśród jesienno-zimowych pozycji nie może również zabraknąć zgniłej, wojskowej zieleni. Lakier MiniMAX nr 782 z Eveline ma wszystko czego mi potrzeba - odpowiedni odcień oraz godną pochwały jakość. Więcej możecie przeczytać o nim tutaj.

Ostatnim kolorem na jesienno-zimowy sezon jest klasyczna czerń. W tej roli idealnie sprawdza się Top Flex Longlasting z Pierre Rene o nazwie Devil Black. Do pokrycia paznokcia wystarczy zaledwie jedna warstwa, lakier ten idealnie się nadaje również do zdobienia.


To by były w sumie wszystkie moje lakiery na jesień i zimę :-) Brakuje mi jedynie jakiegoś ładnego, bordowego koloru, ale w chwili obecnej nie czuję aż tak mocnej potrzeby jego posiadania.

A u Was jakie kolory goszczą na paznokciach w tym sezonie?

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia! :-)
bG

czwartek, 17 października 2013

Nowości: Nuxe, Lavera, Cece MED, Marc Anthony.

Pomimo tego, że całkiem niedawno pokazywałam nowości, które zawitały do moich zbiorów, dziś mam dla Was kolejny wpis tego typu :-) Jak to u mnie bywa znów przybyło mi kosmetyków pielęgnacyjnych, ale jako że będą one zastępowały dobijające dna odpowiedniki - nie będą zbyt długo czekać na swoją kolej:-)

Z racji tego, że nadeszła jesień (a zaraz będzie zima) postanowiłam wzbogacić moją nieco ubogą w ostatnim czasie pielęgnację twarzy o kilka bonusowych produktów.


Potrzebowałam jakiegoś w miarę delikatnego peelingu i chciałam zamówić sobie też do kompletu odpowiednią maseczkę - i o ile maseczki nie znalazłam o tyle peeling jak najbardziej był. Wybór padł na delikatnie złuszczający peeling do twarzy z płatkami róży Nuxe.


Jestem już po pierwszym użyciu i muszę przyznać, że bardzo pozytywnie mnie on zaskoczył, nie tylko działaniem, ale i przyjemnym różanym zapachem.

Oprócz peelingu zamówiłam również mineralny dezodorant z serii Nuxe Body, ponieważ mój Iwostin już się kończy. Jeszcze nie zdążyłam go wypróbować, a jedynie sprawdziłam sam zapach - fanki delikatnych i mało wyczuwalnych aromatów nie będą raczej zachwycone. Dezodorant Nuxe charakteryzuje się intensywnym, pudrowym zapachem, który bardzo ciężko mi do czegokolwiek porównać.


Ostatnim Nuxe'owym zakupem była pomadka do ust, którą bardzo chciałam przetestować. Na pewno dam Wam znać czy jest warta uwagi :-)



Jak wspomniałam kilka zdań wyżej bardzo zależało mi na maseczce do twarzy, ale ta, którą sobie upatrzyłam jakimś cudem w ostatniej chwili się wyprzedała... W zamian stwierdziłam, że wypróbuję krem do twarzy z wyciągiem z bio-wiesiołka i bio-jojoby firmy Lavera słynącej z wyrobu naturalnych kosmetyków. To, co zaskoczyło mnie najbardziej w momencie rozpakowania to pojemność - mamy tu zaledwie 30ml i opakowanie jest maleńkie :-) Wcześniej jakoś nie pomyślałam o tym, żeby sprawdzić jak duża będzie zawartość kremu, byłam przygotowana na standardowe 50ml. Wracając jednak do samej zawartości - jestem już po pierwszym użyciu kremu i póki co wrażenia mam pozytywne, w każdym razie nie odnotowałam żadnych podrażnień, a tego zawsze się najbardziej obawiam. Będę go stosować głównie na noc, ponieważ pod makijaż się raczej nie nadaje.



Dalej będą kosmetyki do pielęgnacji włosów, które otrzymałam do przetestowania. Pani Ania po zapoznaniu się z recenzją dotyczącą odżywki z jedwabiem Cece MED zapytała, czy nie zechciałabym przetestować innych kosmetyków w tej serii. Jak mogłyście przeczytać pół roku temu, byłam bardzo zadowolona z odżywki i chętnie się zgodziłam na współpracę. Do testów wybrałam trzy kosmetyki: szampon, maskę do bardzo suchych włosów oraz piankę z jedwabiem, a ponadto otrzymałam jeszcze jedwab o włosów. Kosmetyki są już w użyciu i jak tylko wyrobię sobie o nich zdanie dam Wam znać co i jak :-)



Jakiś tydzień temu pokazywałam na moim facebooku szampon, na który dość spontanicznie się zdecydowałam. Jest to szampon rewitalizujący z marokańskim olejkiem arganowym Marc Anthony. Już go używałam i powiem całkiem szczerze, że jestem zachwycona efektami! Zaledwie po pierwszym jego użyciu moja nieco podrażniona skóra głowy odczuła ulgę, a włosy świetnie się po nim układają :-)



Z nowości to by było właściwie na tyle :-) Póki co niczego więcej nie planuję dobierać, przynajmniej tak masowo ;-) Jeżeli coś dojdzie to będzie to ewentualnie balsam do ciała lub tusz, ponieważ te kosmetyki dobijają dna, a zamienników u mnie brak - jeżeli wybiorę jakieś konkretne pozycje to jak zwykle poinformuję o tym na swoim facebooku :-)


Dajcie koniecznie znać czy używałyście kosmetyków z dzisiejszego wpisu i jak się u Was sprawdziły :-)

Pozdrawiam serdecznie!
bG

czwartek, 10 października 2013

Balsamy do ciała Sensitive Eco Style od Farmony - warte grzechu?

Dwa miesiące temu otrzymałam od Farmony dwa balsamy do pielęgnacji ciała. Jeden odżywczo-regenerujący, a drugi nawilżająco-wygładzający. Z racji tego, że ten pierwszy już dawno wykończyłam, a drugiego mało co zostało postanowiłam nareszcie napisać dla Was recenzję na ich temat. Czy są to produkty warte uwagi?



Farmona, balsamy do pielęgnacji ciała Sensitive Eco Style; 250ml; ok. 10zł.

BALSAM DO CIAŁA NAWILŻAJĄCO - WYGŁADZAJĄCY
Balsam opracowano do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, szczególnie bardzo suchej i szorstkiej. Bogata formuła intensywnie i długotrwale nawilża, idealnie wygładza oraz poprawia elastyczność skóry. Lekka konsystencja sprawia, że balsam bardzo łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy. Dodatkowo przyjemny, delikatny zapach zwiększa uczucie komfortu.

Kwiat lotosu - wygładza i ujędrnia skórę oraz zapobiega jej wysuszaniu.
Kwas hialuronowy - zapewnia silne, natychmiastowe i długotrwałe nawilżenie oraz sprawia, że skóra staje się sprężysta i aksamitnie gładka.
Proteiny jedwabiu - tworzą na skórze film ochronny zatrzymujący wilgoć oraz doskonale wygładza, zmniejszając szorstkość naskórka.
Inutec - naturalny prebiotyk, łagodzi i koi podrażnienia oraz chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych.

Skład: Aqua (Water), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil,**, Caprylic Triglyceride*, Glycerin**, Urea, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter**, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate*, Dimethicone, Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Silk, Propylene Glycol, Nelumbo Nucifera (Lotus) Flower Extract**, Inulin**, SodiumAcrylate/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglecerin, 2-Bromo-2-Nitropropane- 1,3-Diol, BHA, Parfum (Fragrance).
* surowiec zaaprobowany przez ECOCERT, ** surowiec pochodzenia roślinnego

BALSAM DO CIAŁA ODŻYWCZO - REGENERUJĄCY
Balsam opracowano do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, szczególnie przesuszonej i podrażnionej. Bogata formuła dogłębnie odżywia i regeneruje skórę, niweluje uczucie ściągnięcia i łagodzi podrażnienia. Kremowa konsystencja sprawia, że balsam bardzo łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy. Dodatkowo przyjemny, delikatny zapach zwiększa uczucie komfortu.

Mleczko owsiane - doskonale odżywia i regeneruje skórę, opóźniając procesy jej starzenia.
Olej ryżowy - delikatnie natłuszcza, głęboko odżywia oraz zmiękcza i wygładza skórę.
Ceramidy - zapobiegają odwodnieniu i przesuszeniu naskórka.
Inutec - naturalny prebiotyk, łagodzi i koi podrażnienia oraz chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych.

Skład: Aqua (Water), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil**, Caprylic/Capric Triglyceride*, Urea, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter**, Glycerin**, Glyceryl Stearate*, Oryza Sativa (Rice) Bran Oil**, Milk Lipids, Ceramide 3, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract**, Avena Sativa Kernel Extract**, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Inulin**, Dimethicone, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, 2-Bromo-2-Nitropropane- 1,3-Diol, BHA, Parfum (Fragrance).
* surowiec zaaprobowany przez ECOCERT, ** surowiec pochodzenia roślinnego


Moja opinia:
Balsam mieści się w prostej, plastikowej butelce. Moje pierwsze wrażenie po otrzymaniu kosmetyków nie było żadnym efektem WOW, muszę nawet stwierdzić, że rozczarowała mnie ta nijaka szata graficzna z czcionką na czele. Nie to jednak jest najważniejsze. Pomimo tego, że opakowanie nie przypadło mi do gustu pod względem wizualnym nie mogę odebrać mu tego, że działa sprawnie. Od początku używania do samego końca, pomimo kilku upadków ;-) Dozownik w obydwu przypadkach jest standardowy, po odchyleniu klapki ukazuje się zwykły otwór, przez który wydobywa się balsam.


Balsamy, pomimo tego, że mają wiele cech wspólnych, różnią się od siebie nieco konsystencją. Ta, pomimo że w jednym i drugim przypadku jest "śmietankowa" i cudownie sunie po skórze, to w wersji odżywczo - regenerującej z mleczkiem owsianym jest bardziej treściwa. Poza tym balsam z mleczkiem owsianym pozostawia na skórze bardziej wyczuwalny film ochronny, który w żadnym przypadku nie jest tłusty, lepki czy nieprzyjemnie śliski. Jest wręcz przeciwnie - ciało otulone tym balsamem odczuwa ulgę i czerpie z tego przyjemność, a skóra po posmarowaniu jest przyjemnie wygładzona i odżywiona. Warstwa ochronna, która pozostaje na skórze idealnie przywiera i daje uczucie zwiększonej gęstości.

Balsam nawilżająco - wygładzający z kwiatem lotosu zachowuje się już nieco inaczej niż ten z mleczkiem owsianym. Jego śmietankowa konsystencja jest nieco mniej treściwa i nie pozostawia na skórze takiego filmu jak mleczko owsiane, choć czuć ten efekt posmarowania ciała jakimś specyfikiem. Plusem tego produktu jest to, że bardzo szybko wchłania się w skórę i przyzwoicie ją nawilża, ale uwaga - nie jest to specjalnie głębokie czy długotrwałe nawilżenie. By utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia najlepiej smarować ciało codziennie / lub w przypadku skóry bardzo suchej nawet dwa razy dziennie. Ja jako posiadaczka suchej skóry nie do końca jestem usatysfakcjonowana uczuciem nawilżenia jakie otrzymuję w tym przypadku. Zdecydowanie wolę bardziej odżywcze produkty, które zapewnią większy komfort i ulgę mojej skórze.

Zapach  w jednym i drugim produkcie jest zupełnie inny i przyznam, że na początku poczułam się mocno rozczarowana propozycjami Farmony. Aromaty wydawały mi się wtedy mocno oklepane i nieprzyjemne, ale teraz z perspektywy czasu mam nieco odmienne zdanie. Wersja z kwiatem lotosu jest typowo kwiatowa i w pierwszym odbiorze dość intensywna, utrzymuje się przez jakiś czas na skórze po czym zaczyna łagodnieć. Balsam z mleczkiem owsianym odpowiedni będzie dla fanek bardzo delikatnych i ledwo wyczuwalnych mleczno-śmietankowych zapachów. Przebija się przez niego może odrobinę wanilia, ale jest to na tyle delikatny i pudrowy zapach, że nie powinien nikomu sprawiać problemu. Osobiście jestem jego fanką i bardzo przypadł mi on do gustu.

Na dużą uwagę zasługuje również skład, którym uraczyła nas w tym przypadku Farmona. Producent podkreśla to, że balsamy nie zawierają barwników, parabenów oraz olejów mineralnych - domyślam się, że znaczna większość z Was powinna być z tego faktu zadowolona.


Ponadto na początku składów możemy znaleźć olej z nasion słonecznika, glicerynę, mocznik, masło shea i wszystkie te składniki są częścią wspólną bohaterów dzisiejszej recenzji. Dalej, w zależności od rodzaju balsamu znajdują się inne olejki oraz ekstrakty. Nie jest ich co prawda jakoś mega dużo, bo inne eko kosmetyki są zazwyczaj wypełnione olejkami po brzegi, ale zawsze jest to większy procent niż w innych drogeryjnych produktach.


Podsumowując muszę stwierdzić, że Farmona pozytywnie mnie zaskoczyła swoimi nowymi propozycjami. Balsamy Eco Style są bardzo komfortowe i przyjemne podczas używania, a w zależności od preferencji można dobrać sobie odpowiedni dla siebie produkt. Moim faworytem do pielęgnacji suchej skóry jest zdecydowanie balsam odżywczo-regenerujący o ledwie wyczuwalnym, lekko mlecznym zapachu. Wersja nawilżająco-wygładzająca lepsza będzie dla posiadaczek normalnej skóry, które ponadto preferują zdecydowane, kwiatowe aromaty.


Która z Was miała okazję wypróbować balsamy Sensitive Eco Style od Farmony?

Pozdrawiam serdecznie!
bG

czwartek, 3 października 2013

Moje kosmetyki marki Iwostin - co polecam, a do czego więcej nie wrócę?

Są marki kosmetyczne, które darzę ogromnym zaufaniem. Do takich marek zaliczyć się może firma Iwostin, która produkuje swoje kosmetyki na bazie wody termalnej. Moja przygoda z tą firmą zaczęła się dość niepozornie od kremu intensywnie nawilżającego. Byłam akurat w takim momencie, kiedy taki produkt był mi niezmiernie potrzebny i po przeczytaniu kilku bardzo pozytywnych zdań na jego temat postanowiłam zaryzykować i swojej decyzji nie żałuję - jest on ze mną po dziś dzień. Nie trudno się domyślić, że właśnie takie zdarzenia mają swoje konsekwencje w przyszłości. I tak również było w tym przypadku...

Jeżeli jesteście ciekawe jak wyglądała moja przygoda z kosmetykami firmy Iwostin i co mam do powiedzenia na ich temat to serdecznie zapraszam do dalszej części wpisu :-)



Pewnie wiele z Was wie, że niestety bardzo ciężko jest mi dobrać odpowiedni kosmetyk do codziennego nawilżenia bez ryzyka podrażnień czy uczulenia. Moja skóra jest pod tym względem wymagająca, oprócz suchości charakteryzuje się wysoką wrażliwością - pieczenie czy swędzenie skóry okraszone nieprzyjemną wysypką nie jest mi niestety obce...
Preparaty do pielęgnacji twarzy staram się dobierać niezwykle ostrożnie (z mniejszym lub większym powodzeniem), ale jeżeli już trafię na TEN JEDYNY kosmetyk to trzymam się go niezwykle kurczowo i bez przerwy do niego wracam.


Moja przygoda z marką Iwostin zaczęła się już dobrze ponad rok temu od kremu intensywnie nawilżającego spf 20. Pamiętam, że potrzebowałam w tym okresie czegoś, co dobrze nawilży moją suchą skórę i nada się jednocześnie pod makijaż. Krem intensywnie nawilżający dał mi wszystko, czego oczekiwałam. Nawilżenie skóry określiłabym na szóstkę i tak samo dobrze oceniam go jako bazę pod podkład, ponieważ makijaż trzyma się na tym kremie cały dzień w stanie idealnym.

Czy jest wśród Was osoba, która używa filtrów do twarzy? Przypuszczam, że tak :-) Ja nie jestem regularna jeżeli chodzi o używanie tego typu kosmetyków, ale w czasie wakacji staram się zapewnić dodatkową ochronę swojej skórze. Krem ochronny Iwostin Solecrin spf 25 kupiłam z myślą o wakacjach. Zdaję sobie sprawę, że powinnam sięgnąć po wyższy faktor, ale cóż... moja wina. I to dosłownie. Krem ten zabrałam na wakacje do Grecji i niestety nie uchronił mnie w 100% przed przebarwieniami na twarzy. Pojawiły się one w jednym miejscu i teraz mam nauczkę na przyszłość. Poza tym minusem uważam, że bardzo przyjemnie się z tym filtrem pracuje. Dobrze rozprowadza się na skórze, nie bieli jakoś szczególnie (chyba, że nałoży się go w nadmiarze) i w moim przypadku nadaje się pod makijaż. Planuję używać go tej jesieni oraz zimy jako dodatkowej ochrony podczas kuracji z kwasami. Jeżeli uważacie, że powinnam sięgnąć po jakiś wyższy filtr to oświećcie mnie proszę :-)

Kolejnym kosmetykiem, na który się zdecydowałam był nawilżający tonik kojąco-oczyszczający z serii Sensitia. W tej kategorii muszę przyznać, że nie mam jakichś specjalnych wymagań. Tonik powinien według mnie odświeżać skórę bez wysuszania jej. W tym przypadku wszystko to otrzymałam i uważam, że produkt ten warto polecić. Po przemyciu twarzy wacikiem skóra jest przyjemnie odświeżona i nie towarzyszy temu uczucie ściągnięcia. Poza tym podczas używania tego kosmetyku nie odnotowałam żadnego podrażnienia. Recenzji na moim blogu póki co nie ma, ale gdybyście chciały to piszcie śmiało w komentarzach :-)


Woda termalna to kosmetyk, który jest w mojej pielęgnacji już od bardzo, bardzo dawna. Początkowo miałam Avene, ale po jej wykończeniu zakupiłam Iwostin. Ogólnie lubię po nią sięgać w celu odświeżenia twarzy lub załagodzenia ewentualnych podrażnień. O ile bardzo lubiłam wodę termalną Avene, o tyle wydaje mi się, że ta Iwostin jest jednak trochę lepsza. W moim odczuciu daje lepsze rezultaty w starciu z podrażnioną i zaczerwienioną skórą i lepiej na nią działała. Nie lubię jednak do końca dozownika, który w tym przypadku działa ciężej i pryska bardziej "agresywnie".

Iwostin ma w swojej ofercie nie tylko kosmetyki pielęgnacyjne, ale również te do makijażu. I ja jestem posiadaczką jednego z nich - w swoich zasobach mam fluid łagodzący trwale kryjący z spf 30. Co o nim mogę powiedzieć? A chociażby to, że od kilku miesięcy używam go z powodzeniem i jest on moim absolutnym ulubieńcem! Oczywiście żeby nie było - początki były takie sobie ze względu na to, że podkład ten nie kryje jakoś szczególnie, a ja miałam podrażnienia, które chciałam zakamuflować. W ten sposób nie było szans żeby się porozumieć. Fluid ten ma jednak inną, bardzo istotną dla mnie zaletę - łagodzi podrażnienia, autentycznie! Przekonałam się o tym na własnej skórze już nie jeden raz! Oprócz tego zapewnia mi naturalny, lekko rozświetlony efekt na twarzy i cudownie wyrównuje koloryt cery. Jeżeli tak jak ja jesteście fankami tego typu wykończenia w makijażu i nie macie wiele do zakrycia to śmiało możecie sięgnąć po ten produkt. Naprawdę warto :-)


Idąc za ciosem (i z braku wyboru w asortymencie pewnego sklepu) postanowiłam wypróbować kolejny krem Iwostin. Tym razem postawiłam na zwykły krem nawilżający z linii Sensitia w nadziei na to, że choć po części będzie tak dobry jak wersja intensywnie nawilżająca. Niestety w tym przypadku rozczarowałam się. Wersja "zwykła" nawet w połowie nie daje mi tego, co mój ulubieniec. By odczuć jakiekolwiek nawilżenie musiałam nakładać na skórę podwójne porcje, a i to było dla mnie mało. Na niewystarczająco nawilżonej twarzy makijaż również wyglądał kiepsko. Wnioski? Może krem i jest dobry, ale na pewno nie dla skóry suchej.


Ostatnim kosmetykiem, który dziś Wam opiszę będzie trójaktywny antyperspirant nawilżający Iwostin Aspiria. Nie mam problemu z nadmierną potliwością i w sumie nawet naturalny Crystal Essence mnie zadowala, ale czasami lubię wypróbować czegoś nowego. W tym przypadku przemówiło do mnie słowo "nawilżający". Co mogę o tym antyperspirancie powiedzieć? Na moje potrzeby jest skuteczny, dobrze chronił mnie przed poceniem - nie wiem jednak jak byłoby w przypadku osób, dla których nadmierna potliwość to ogromna zmora... Pomimo mojego zadowolenia z działania jest jednak coś, co sprawiło, że ponownie po niego już nie sięgnę. Chodzi konkretnie o nieprzyjemną warstwę, którą odczuwam na skórze po jego aplikacji. Nie pamiętam żeby kiedykolwiek jakikolwiek antyperspirant dawał mi podobne odczucie. Po użyciu Iwostinu mam wrażenie jakbym nakleiła sobie na skórę jakiś plaster, którego po całym dniu naprawdę ciężko się pozbyć. W tym przypadku nawet przyjemny i delikatny zapach nie jest w stanie przekonać mnie do ponownego zakupu...


Uff... I to by było na tyle jeżeli chodzi o moje doświadczenia z kosmetykami Iwostin. Jeżeli tak jak ja macie bardzo wrażliwą skórę to idealna będzie dla Was linia Sensitia. Jeżeli Wasza skóra jest dodatkowo sucha i wymaga odpowiedniego nawilżenia to zachęcam do wypróbowania mojego ulubionego kremu intensywnie nawilżającego z spf 20. Wart uwagi jest również nawilżający tonik oraz mój ulubiony fluid łagodzący :-)

Przy okazji chciałabym zaznaczyć, że ten post nie jest sponsorowany, a wszystkie kosmetyki oprócz fluidu zakupiłam sama :-)

I jeszcze na sam koniec pokażę Wam mojego pomocnika, którego kilka godzin temu zaprezentowałam na facebooku :-) Nie wiem jak to się dzieje, ale ZAWSZE jak robię zdjęcia na bloga albo piszę recenzje to On jest przy mnie i dzielnie mi towarzyszy :-)


Dajcie znać jak wyglądają Wasze doświadczenia z kosmetykami Iwostin i czy macie swoich ulubieńców z tej firmy :-)

Pozdrawiam serdecznie!
bG

poniedziałek, 30 września 2013

Ulubieńcy września.

W dzisiejszym dniu chciałabym podzielić się z Wami swoimi kosmetycznymi ulubieńcami września. Większość produktów przewijała się już na moim blogu więc pewnie będziecie je dobrze kojarzyć :-) Znajdzie się jednak i kilka nowości, które na tyle spodobały mi się podczas użytkowania, że i nimi postanowiłam się z Wami podzielić.

Zainteresowanych serdecznie zapraszam do zapoznania się z dalszą częścią wpisu! :-)



Od kilku miesięcy jestem w posiadaniu podkładu do cery wrażliwej Iwostin Correctin Sensitia. Pisałam Wam już o tym, że bardzo dobrze sprawdził się na mojej suchej cerze latem i co jest ciekawe - teraz spisuje się jeszcze lepiej! Na początku byłam pewna, że taki lekki podkład nie do końca sprawdzi się u mnie o tej porze roku, ale o dziwo w tej chwili jest to mój ulubiony kosmetyk w tej kategorii! Oprócz naturalnego wykończenia, które daje Iwostin bardzo lubię to, że potrafi załagodzić wszelkie podrażnienia, których czasami potrafię się nabawić.

Kolejnym ulubieńcem jest tusz do rzęs Maybelline One By One. Już kiedyś go miałam i po kilku latach postanowiłam zakupić go ponownie. Co tu dużo mówić, wspaniale wydłuża i pogrubia on moje rzęsy. Poza tym w ciągu dnia nie odbija się, nie osypuje i nie skleja rzęs.

Paletka cieni do brwi Essence jest ze mną tak długo, że powinnam ją wymienić na nową :P Bardzo ją lubię i od dłuższego czasu sięgam jedynie po ten ciemniejszy cień.

Bonder od Orly zaczęłam używać regularnie już ponad miesiąc temu. Sprawdza się u mnie świetnie, idealnie nadaje się pod kolorowy lakier i przedłuża jego trwałość. Wiadomo, że z czasem same końcówki potrafią się zetrzeć, ale poza tym nie mam większych zastrzeżeń. W ciągu najbliższych tygodni możecie spodziewać się recenzji tego produktu i dodatkowego porównania z odżywką Eveline 8w1, którą postanowiłam odstawić i uwaga(!) - bardzo się z tego cieszę!!

Usta wypielęgnowane waniliowym masełkiem Nivea najczęściej podkreślałam przepiękną pomadką Gosh o nazwie Darling. Jeden i drugi kosmetyk ogromnie przypadł mi do gustu, a masełko pomimo tego, że ma nieco chemiczny zapach tak dobrze mi służy, że chętnie wypróbuję wersję malinową :-)

Na twarz oprócz podkładu nakładam również puder brązujący w celu delikatnego wymodelowania rysów. W tym przypadku od wielu miesięcy sięgam po puder brązujący Quiz Cosmetics w odcieniu 01 Silver African. Przyjemnie się z nim pracuje i dzięki temu, że jest bardzo dobrze napigmentowany wystarczy odrobina do podkreślenia kości policzkowych.

W kwestii makijażu oczu zbyt wiele się nie zmieniło :-) Moimi ulubionymi cieniami są matowy 353 z Inglota oraz 117 Caffe Latte z Kobo.



W pielęgnacji nie lubię zbyt dużych zmian, choć i tutaj zdarzają się wyjątki. Pierwszym ulubieńcem, którego możecie zobaczyć jest suchy olejek do twarzy, ciała i włosów Nuxe. Uwielbiam go i w ostatnim poście wyraźnie dałam Wam to odczuć :-) Sprawdza się fantastycznie i czuję, że będzie to mój pielęgnacyjny niezbędnik.

Demakijaż w ostatnich miesiącach wykonuję wyłącznie płynami micelarnymi i bardzo to sobie chwalę. Moim ulubieńcem jest nawilżająca Perfecta z Dax Cosmetics, ale uwaga uwaga - znalazł się tutaj konkurent! Przypadkowo zakupiony płyn micelarny Energia Młodości z AA sprawdza się u mnie świetnie, doskonale zmywa makijaż twarzy i nie powoduje nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Poza tym nie podrażnia mojej bardzo wrażliwej skóry oraz oczu. Z racji wszystkich tych zachwytów potrafię wybaczyć to, że czasami nie do końca domywa makijaż oczu.

Ostatnim ulubionym ulubieńcem :-) jest krem do twarzy, którego zużywam już kolejną tubkę. Krem intensywnie nawilżający Iwostin Sensitia to mój absolutny ideał! Nie znalazłam póki co jego godnego następcy.


U mnie z ulubieńców to by było na tyle :-)
Dajcie znać czy udało się Wam w ostatnim czasie odkryć coś godnego zainteresowania :-)

Pozdrawiam serdecznie!
bG

piątek, 27 września 2013

Luksus zamknięty w szklanej butelce: NUXE, suchy olejek do ciała i włosów.

Olejek Nuxe jest chyba jednym z najbardziej popularnych kosmetyków pielęgnacyjnych z jakim się dotychczas spotkałam. Zna go zapewne większość z Was, a nawet jeżeli nie, to ta druga część bardzo by go chciała poznać i sprawdzić na sobie jego działanie. Ja swój olejek mam od kilku miesięcy i od momentu zakupu towarzyszy mi niemalże dzień w dzień. Z jakim skutkiem? O tym przekonacie się czytając dalszą część recenzji!


NUXE, Huile Prodigieuse - suchy olejek do ciała i włosów; 50ml; 40-70zł.

SKUTECZNOŚĆ DZIĘKI NATURZE

Ten suchy olejek o zawartości 98,1% składników pochodzenia naturalnego to nowatorskie połączenie 30% szlachetnych olejków roślinnych i witaminy E – tak skomponowana formuła odżywia, odnawia wygładza skórę twarzy i ciała oraz włosy. Wystarczy jeden gest!
 

DOBRODZIEJSTWO DLA MOJEJ SKÓRY

Skóra twarzy i ciała staje się gładka i jedwabista.
Włosy nabierają elastyczności, miękkości i połysku.
 

NAJWAŻNIEJSZE AKTYWNE SKŁADNIKI

Nowatorska formuła zawierająca wysokie stężenie 6 szlachetnych olejków roślinnych (z ogórecznika, dziurawca, słodkich migdałów, kamelii, orzechów laskowych i orzechów makadamia) oraz witaminę E: ten prosty w stosowaniu preparat do całościowej pielęgnacji szybko się wchłania, pozostawiając gładką i jedwabistą skórę oraz błyszczące, miękkie włosy.
Nie zawiera konserwantów.

Skład: ISOPROPYL ISOSTEARATE*, MACADAMIA TERNIFOLIA SEED OIL*, COCO-CAPRYLATE/CAPRATE*, DICAPRYLYL ETHER*, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL*, CORYLUS AVELLANA (HAZEL) SEED OIL*, CAMELLIA OLEIFERA SEED OIL*, PARFUM/FRAGRANCE, TOCOPHEROL*, BORAGO OFFICINALIS SEED OIL*, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL*, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL*, ROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) LEAF EXTRACT*, HYPERICUM PERFORATUM FLOWER/LEAF/STEM EXTRACT*, SOLANUM LYCOPERSICUM (TOMATO) FRUIT/LEAF/STEM EXTRACT*, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BENZYL SALICYLATE, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, CITRONELLOL, GERANIOL, HYDROXYCITRONELLAL, LIMONENE, LINALOOL [N1005/E].


Moja opinia:
Olejek mieści się w przepięknej szklanej buteleczce ze złotą zakrętką. Pod względem estetycznym nie mam jej nic do zarzucenia, bardzo przypomina flakonik perfum. W praktyce należy jednak na nią trochę uważać. Wiadomo, to jest szkło i każdy upadek może skończyć się jego rozbiciem. Forma dozownika bardzo mi w tym przypadku odpowiada - mamy pozornie zwykły otwór, ale żeby wydobyć olejek należy go z buteleczki wytrząsnąć. Po zwykłym przekręceniu również się on wydobywa, ale w niewielkiej ilości. Moim zdaniem pozwala to zwiększyć jego wydajność.


Sam olejek występuje w dwóch wersjach: ze złotymi drobinkami oraz bez nich. Ja posiadam wersję bez drobinek. Konsystencja naprawdę bardzo mi odpowiada. Jest on rzadki, trochę wodnisty i przede wszystkim jak przystało na suchą formę nie jest tłusty! Jestem osobą, która bardzo często sięga po olejki i doceniam ich właściwości pielęgnacyjne. Nie przeszkadza mi tak bardzo ewentualna tłustość, ponieważ jestem świadoma, że olejki zazwyczaj pozostawiają na skórze tego typu ochronny film. W przypadku olejku Nuxe jest jednak zupełnie inaczej.


Jestem pod wrażeniem tego, jak przyjemnie rozprowadza się na skórze i jak jedwabistą ją pozostawia! I to bez żadnego efektu tłustości! Możecie mi uwierzyć na słowo, że już po krótkiej chwili od posmarowania ciała mogę się już ubrać i nie ucierpią na tym moje ubrania. Olejek błyskawicznie się wchłania i w miejscu użycia pozostawia taki przyjemny, delikatny i elegancki połysk zdrowej i nawilżonej skóry. Bez uczucia tłustości :-)

Czytając wszystkie te powyższe zachwyty można by było stwierdzić, że olejek Nuxe jest istnym rarytasem. I oczywiście jest tak dalej biorąc pod uwagę najważniejszą kategorię, czyli jego działanie pielęgnacyjne! Oprócz tego, że kosmetyk ten w chwilę wchłania się w skórę, cudownie ją też odżywia i nawilża - i wcale tutaj nie przesadzam! Nie mam w zwyczaju smarować nim całego ciała, robię to sporadycznie w przypływie chwili i potrzeby. Są jednak takie miejsca, gdzie smaruję się nim niemalże dzień w dzień. Do tych miejsc należy z całą pewnością dekolt, biust oraz ramiona. Wcześniej zdarzało mi się pomijać te fragmenty ciała, ale od kiedy regularnie zaczęłam sięgać po olejek Nuxe wszystko to się zmieniło. Skóra stała się widocznie bardziej miękka, elastyczna i przyjemniejsza w dotyku. Poza tym już na pierwszy rzut oka widać, że jest dobrze wypielęgnowana i nie straszy "papierową" suchością. Przy okazji smarowania ciała dostaje się również moim dłoniom :-) Ostatnio uświadomiłam sobie nawet, że bardzo rzadko sięgam po krem do rąk, zdarza się to naprawdę sporadycznie!

Olejek jest również polecany do pielęgnacji skóry twarzy oraz włosów. O ile w tym pierwszym przypadku go jeszcze nie przetestowałam, o tyle w tym drugim owszem i zabieg ten spodobał mi się na tyle, że praktykuję go po każdym myciu włosów. Moja czupryna ostatnio przeżywa trochę cięższe chwile, włosy są bardziej przesuszone i mają tendencję do puszenia się na końcach. Wizyta u fryzjera nadchodzi wielkimi krokami, ale w międzyczasie korzystam z dobroci olejku Nuxe. Jedną jego kropelkę rozcieram w dłoniach, by następnie delikatnie wetrzeć w lekko wilgotne włosy od mniej więcej połowy ich długości. Zabieg ten nie przetłuszcza ich, a pozwala mi na zdyscyplinowanie i połączenie ich w całe pasma. Po wtarciu olejku sięgam po suszarkę i chłodnym powietrzem delikatnie podsuszam włosy. Czasami czynność powtarzam na suchych końcówkach i również przynosi to zadowalające mnie efekty.

Kwestią dyskusyjną jest według mnie zapach. Jestem niemalże pewna, że są wśród Was zarówno jego fanki jak i osoby, które nie są nim ani trochę oczarowane. Po wielu zachwytach nad aromatem Nuxe ja sama byłam przygotowana na coś zupełnie innego niż to, co otrzymałam. Ciężko mi jednak określić dokładnie jego woń. Nuxe pachnie dla mnie jak bliżej nieokreślone perfumy, ma w sobie coś z mydła i jest w moim odczuciu odrobinę babciny. Jest on również ciepły i słoneczny. Na początku byłam zaskoczona jego zapachem, ale prawdę mówiąc podoba mi się on. Uwielbiam otulać się nim zarówno w ciągu dnia jak i podczas wieczornej toalety. Ciężko mi to określić, ale daje on takie uczucie wyjątkowości, do którego mam ochotę wracać i wracać... Na skórze również utrzymuje się zadowalająco długo.

Bardzo dużo mówi się również o niesamowitej wydajności tego produktu. Tutaj również będę się wypowiadać dość ostrożnie, ponieważ prawdę mówiąc zależy to od tego ile i jak często po niego sięgamy. Moim zdaniem nie jest to produkt "wieczny" tak jak wiele dziewczyn mówi. Zużywa się tak samo jak każdy inny olejek, może nawet odrobinę szybciej chociażby przez to, że jest niesamowicie przyjemny w użytkowaniu i smarowanie się nim jest wciągające ;-)

Podsumowując powiem w skrócie, że suchy olejek Nuxe to kosmetyk, który już chyba zawsze gościć będzie w mojej pielęgnacji. Uwielbiam go za zapach, działanie oraz uczucie wyjątkowości, które daje mi podczas samej aplikacji. Wiem, że zważając na pojemność oraz cenę jest to drogi wydatek, ale z perspektywy czasu absolutnie nie żałuję zakupu. Poza tym wiele aptek internetowych oferuje ten kosmetyk w bardzo konkurencyjnych cenach.

A Wy miałyście już styczność z suchym olejkiem Nuxe?
Wolicie wersję z drobinkami czy bez?

Pozdrawiam serdecznie!
bG

niedziela, 22 września 2013

Kilka nowości kosmetycznych.

W ostatnim czasie moja aktywność blogowa nieco się opuściła... Na wytłumaczenie mogę powiedzieć tylko tyle, że zmieniłam mieszkanie i trochę ciężko znaleźć mi odpowiednie miejsce do fotografowania... Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się dojść ze wszystkim do ładu i trochę częściej będę wracać do Was z recenzjami :-)

Na przełamanie zapraszam Was dzisiaj do zerknięcia na kilka nowości, które pojawiły się w mojej kosmetyczce. W dużej mierze jest to po prostu uzupełnienie braków, reszta to moje zachcianki ;-)



Będąc ostatnio w Superpharm natknęłam się na promocję nie do odrzucenia: kupując lakier Essie drugą sztukę można było otrzymać w prezencie! Dodatkowym smaczkiem w tym wszystkim było to, że drugi kolor mogłam dobrać sobie sama spośród całej kolekcji :-) W moje posiadanie wpadł piękny, intensywny róż o nazwie Bottle Service oraz wszystkim znany pastelowy Fiji. O ile za intensywnym różem chodziłam od dawna, o tyle Fiji nie do końca mi się podobał, kiedy oglądałam go na różnych blogach. Na żywo jednak spodobał mi się na tyle, że stwierdziłam, że po prostu muszę go mieć :-)

Zmywacz do paznokci Sensique o zapachu truskawki kupiłam na szybko, specjalnie się nad nim nie zastanawiając. Cóż mogę na jego temat powiedzieć? Jest słaby i pomimo obiecywanego zapachu truskawek okropnie i bardzo intensywnie śmierdzi. Poza tym mam wrażenie, że wpływa wysuszająco na płytkę paznokcia. Żałuję, że nie pofatygowałam się po zmywacz bez acetonu z Inglota...


Kolejnym nabytkiem z kategorii "zachcianek" jest przepiękna pomadka Gosh o wdzięcznej nazwie Darling. Tego typu kolor już od bardzo dawna chodził mi po głowie, ale ciężko było mi trafić na odpowiedni odcień oraz formułę, która dostatecznie by mnie zadowoliła. Ta pomadka ma w sobie wszystko, czego oczekuję - przepięknie wygląda na ustach i nie działa na nie wysuszająco. Używając jej mam wręcz wrażenie dodatkowej ochrony podczas tej wymagającej pory roku.

Kolejnym kosmetykiem z nowości zasilających moją kosmetyczkę jest masełko do ust Nivea. Większość z Was zna je już doskonale, ale u mnie to zupełna nowość. Mój ukochany balsam Tisane jest już na wykończeniu i pomimo ogromnej miłości, jaką go darzę, postanowiłam wypróbować czegoś zupełnie nowego. Spośród czterech wersji zapachowych zdecydowałam się na Vanillę & Macadamię. Po kilku maźnięciach muszę stwierdzić, że masełko jest bardzo przyjemne w użyciu, ale zapach pomimo tego, że jest ładny, trąci niestety nieco chemią...


W ostatnim czasie wykończyłam również mój ulubiony płyn micelarny Perfecta w wersji nawilżającej, ale pomimo tego, że jest on raczej popularny i w wielu drogeriach można go zakupić to w miejscu gdzie akurat byłam nie był on dostępny. Jak możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu, "w ramach odmiany" zdecydowałam się na płyn micelarny AA Energia Młodości. Póki co jestem z niego zadowolona, choć nie do końca radzi sobie z demakijażem oczu. Na plus mogę jednak podkreślić to, że jest delikatny dla skóry i nie szczypie w oczy.

Krem do twarzy również mi się skończył i korzystając z okazji postanowiłam wypróbować krem nawilżający Iwostin Sensitia. Jak wiecie wersja intensywnie nawilżająca sprawdza się u mnie fenomenalnie i zużyłam już wiele opakowań. Wersja nawilżająca nie jest jednak dla mojej skóry wystarczająca...

Krem pod oczy to kosmetyk, do którego nigdy wcześniej nie przywiązywałam specjalnej uwagi. Jakiś czas temu zdecydowałam się na słynny Yes To Carrots i... zobaczymy :-)


Na brzoskwiniowy krem pod prysznic z BingoSpa zdecydowałam się dość spontanicznie i trochę żałuję wyboru. Niby myje ciało, ale prawdę mówiąc nie wyróżnia się niczym szczególnym.

Kosmetyki L'biotica Biovax mają zarówno swoich zwolenników jak i przeciwników. Ostatnio zdecydowałam się na szampon do włosów słabych ze skłonnością do wypadania. Czy okaże się on na tyle skuteczny, że do niego wrócę? To się dopiero okaże...

Pozostając w tematyce włosów postanowiłam po raz drugi skusić się na suchy szampon, który mógłby ratować mnie w ekstremalnych sytuacjach. Poprzednio miałam Klorane, z którego byłam zadowolona. Czy Radical okaże się równie dobry? Zobaczymy :-)



Dajcie znać czy miałyście kosmetyki przedstawione powyżej i jak się u Was sprawdziły :-)

Pozdrawiam serdecznie!
bG
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...