Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oliwka olejek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oliwka olejek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 września 2013

Luksus zamknięty w szklanej butelce: NUXE, suchy olejek do ciała i włosów.

Olejek Nuxe jest chyba jednym z najbardziej popularnych kosmetyków pielęgnacyjnych z jakim się dotychczas spotkałam. Zna go zapewne większość z Was, a nawet jeżeli nie, to ta druga część bardzo by go chciała poznać i sprawdzić na sobie jego działanie. Ja swój olejek mam od kilku miesięcy i od momentu zakupu towarzyszy mi niemalże dzień w dzień. Z jakim skutkiem? O tym przekonacie się czytając dalszą część recenzji!


NUXE, Huile Prodigieuse - suchy olejek do ciała i włosów; 50ml; 40-70zł.

SKUTECZNOŚĆ DZIĘKI NATURZE

Ten suchy olejek o zawartości 98,1% składników pochodzenia naturalnego to nowatorskie połączenie 30% szlachetnych olejków roślinnych i witaminy E – tak skomponowana formuła odżywia, odnawia wygładza skórę twarzy i ciała oraz włosy. Wystarczy jeden gest!
 

DOBRODZIEJSTWO DLA MOJEJ SKÓRY

Skóra twarzy i ciała staje się gładka i jedwabista.
Włosy nabierają elastyczności, miękkości i połysku.
 

NAJWAŻNIEJSZE AKTYWNE SKŁADNIKI

Nowatorska formuła zawierająca wysokie stężenie 6 szlachetnych olejków roślinnych (z ogórecznika, dziurawca, słodkich migdałów, kamelii, orzechów laskowych i orzechów makadamia) oraz witaminę E: ten prosty w stosowaniu preparat do całościowej pielęgnacji szybko się wchłania, pozostawiając gładką i jedwabistą skórę oraz błyszczące, miękkie włosy.
Nie zawiera konserwantów.

Skład: ISOPROPYL ISOSTEARATE*, MACADAMIA TERNIFOLIA SEED OIL*, COCO-CAPRYLATE/CAPRATE*, DICAPRYLYL ETHER*, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL*, CORYLUS AVELLANA (HAZEL) SEED OIL*, CAMELLIA OLEIFERA SEED OIL*, PARFUM/FRAGRANCE, TOCOPHEROL*, BORAGO OFFICINALIS SEED OIL*, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL*, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL*, ROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) LEAF EXTRACT*, HYPERICUM PERFORATUM FLOWER/LEAF/STEM EXTRACT*, SOLANUM LYCOPERSICUM (TOMATO) FRUIT/LEAF/STEM EXTRACT*, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BENZYL SALICYLATE, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, CITRONELLOL, GERANIOL, HYDROXYCITRONELLAL, LIMONENE, LINALOOL [N1005/E].


Moja opinia:
Olejek mieści się w przepięknej szklanej buteleczce ze złotą zakrętką. Pod względem estetycznym nie mam jej nic do zarzucenia, bardzo przypomina flakonik perfum. W praktyce należy jednak na nią trochę uważać. Wiadomo, to jest szkło i każdy upadek może skończyć się jego rozbiciem. Forma dozownika bardzo mi w tym przypadku odpowiada - mamy pozornie zwykły otwór, ale żeby wydobyć olejek należy go z buteleczki wytrząsnąć. Po zwykłym przekręceniu również się on wydobywa, ale w niewielkiej ilości. Moim zdaniem pozwala to zwiększyć jego wydajność.


Sam olejek występuje w dwóch wersjach: ze złotymi drobinkami oraz bez nich. Ja posiadam wersję bez drobinek. Konsystencja naprawdę bardzo mi odpowiada. Jest on rzadki, trochę wodnisty i przede wszystkim jak przystało na suchą formę nie jest tłusty! Jestem osobą, która bardzo często sięga po olejki i doceniam ich właściwości pielęgnacyjne. Nie przeszkadza mi tak bardzo ewentualna tłustość, ponieważ jestem świadoma, że olejki zazwyczaj pozostawiają na skórze tego typu ochronny film. W przypadku olejku Nuxe jest jednak zupełnie inaczej.


Jestem pod wrażeniem tego, jak przyjemnie rozprowadza się na skórze i jak jedwabistą ją pozostawia! I to bez żadnego efektu tłustości! Możecie mi uwierzyć na słowo, że już po krótkiej chwili od posmarowania ciała mogę się już ubrać i nie ucierpią na tym moje ubrania. Olejek błyskawicznie się wchłania i w miejscu użycia pozostawia taki przyjemny, delikatny i elegancki połysk zdrowej i nawilżonej skóry. Bez uczucia tłustości :-)

Czytając wszystkie te powyższe zachwyty można by było stwierdzić, że olejek Nuxe jest istnym rarytasem. I oczywiście jest tak dalej biorąc pod uwagę najważniejszą kategorię, czyli jego działanie pielęgnacyjne! Oprócz tego, że kosmetyk ten w chwilę wchłania się w skórę, cudownie ją też odżywia i nawilża - i wcale tutaj nie przesadzam! Nie mam w zwyczaju smarować nim całego ciała, robię to sporadycznie w przypływie chwili i potrzeby. Są jednak takie miejsca, gdzie smaruję się nim niemalże dzień w dzień. Do tych miejsc należy z całą pewnością dekolt, biust oraz ramiona. Wcześniej zdarzało mi się pomijać te fragmenty ciała, ale od kiedy regularnie zaczęłam sięgać po olejek Nuxe wszystko to się zmieniło. Skóra stała się widocznie bardziej miękka, elastyczna i przyjemniejsza w dotyku. Poza tym już na pierwszy rzut oka widać, że jest dobrze wypielęgnowana i nie straszy "papierową" suchością. Przy okazji smarowania ciała dostaje się również moim dłoniom :-) Ostatnio uświadomiłam sobie nawet, że bardzo rzadko sięgam po krem do rąk, zdarza się to naprawdę sporadycznie!

Olejek jest również polecany do pielęgnacji skóry twarzy oraz włosów. O ile w tym pierwszym przypadku go jeszcze nie przetestowałam, o tyle w tym drugim owszem i zabieg ten spodobał mi się na tyle, że praktykuję go po każdym myciu włosów. Moja czupryna ostatnio przeżywa trochę cięższe chwile, włosy są bardziej przesuszone i mają tendencję do puszenia się na końcach. Wizyta u fryzjera nadchodzi wielkimi krokami, ale w międzyczasie korzystam z dobroci olejku Nuxe. Jedną jego kropelkę rozcieram w dłoniach, by następnie delikatnie wetrzeć w lekko wilgotne włosy od mniej więcej połowy ich długości. Zabieg ten nie przetłuszcza ich, a pozwala mi na zdyscyplinowanie i połączenie ich w całe pasma. Po wtarciu olejku sięgam po suszarkę i chłodnym powietrzem delikatnie podsuszam włosy. Czasami czynność powtarzam na suchych końcówkach i również przynosi to zadowalające mnie efekty.

Kwestią dyskusyjną jest według mnie zapach. Jestem niemalże pewna, że są wśród Was zarówno jego fanki jak i osoby, które nie są nim ani trochę oczarowane. Po wielu zachwytach nad aromatem Nuxe ja sama byłam przygotowana na coś zupełnie innego niż to, co otrzymałam. Ciężko mi jednak określić dokładnie jego woń. Nuxe pachnie dla mnie jak bliżej nieokreślone perfumy, ma w sobie coś z mydła i jest w moim odczuciu odrobinę babciny. Jest on również ciepły i słoneczny. Na początku byłam zaskoczona jego zapachem, ale prawdę mówiąc podoba mi się on. Uwielbiam otulać się nim zarówno w ciągu dnia jak i podczas wieczornej toalety. Ciężko mi to określić, ale daje on takie uczucie wyjątkowości, do którego mam ochotę wracać i wracać... Na skórze również utrzymuje się zadowalająco długo.

Bardzo dużo mówi się również o niesamowitej wydajności tego produktu. Tutaj również będę się wypowiadać dość ostrożnie, ponieważ prawdę mówiąc zależy to od tego ile i jak często po niego sięgamy. Moim zdaniem nie jest to produkt "wieczny" tak jak wiele dziewczyn mówi. Zużywa się tak samo jak każdy inny olejek, może nawet odrobinę szybciej chociażby przez to, że jest niesamowicie przyjemny w użytkowaniu i smarowanie się nim jest wciągające ;-)

Podsumowując powiem w skrócie, że suchy olejek Nuxe to kosmetyk, który już chyba zawsze gościć będzie w mojej pielęgnacji. Uwielbiam go za zapach, działanie oraz uczucie wyjątkowości, które daje mi podczas samej aplikacji. Wiem, że zważając na pojemność oraz cenę jest to drogi wydatek, ale z perspektywy czasu absolutnie nie żałuję zakupu. Poza tym wiele aptek internetowych oferuje ten kosmetyk w bardzo konkurencyjnych cenach.

A Wy miałyście już styczność z suchym olejkiem Nuxe?
Wolicie wersję z drobinkami czy bez?

Pozdrawiam serdecznie!
bG

sobota, 13 lipca 2013

Alverde, pielęgnacyjny olejek do ciała z wyciągiem z kokosa.

Naturalne olejki wdrożyłam do pielęgnacji już dawno temu. Dzięki temu, że są uniwersalne, towarzyszą mi w pielęgnacji ciała, włosów, a nawet podczas kąpieli. Wybierając tego typu produkty zaczęłam zwracać uwagę na skład - parafina w olejkach momentalnie skreśla je z pola mojego zainteresowania.

Firma Alverde ma w swoich zasobach szeroki wybór kosmetyków do pielęgnacji twarzy, ciała oraz włosów. Kosmetyki te cechują się nad wyraz dobrym składem, są to również produkty wegańskie.

Dziś chciałabym zapoznać Was z olejkiem, który kilka miesięcy temu Alverde wypuściło na rynek. Czy się sprawdził? Zapraszam do przeczytania dalszej części recenzji!



Alverde, pielęgnacyjny olejek do ciała z wyciągiem z kokosa; 100ml; 15-20zł.

Olejek zawiera wyciąg z pestek winogron,olej z oliwki, olej słonecznikowy oraz olejek migdałowy, wyciąg z miąższu kokosa. Nawilża i pielęgnuje skórę, łatwo się wchłania. 

Produkt przebadany dermatologicznie,bez konserwantów,silikonów,olejów mineralnych.
Produkt nie był testowany na zwierzętach.

Skład: Helianthus Annuus Seed Oil*, Glycine Soja Oil*, Vitis Vinifera Seed Oil, Parfum**, Cocos Nucifera Extract*, Olea Europaea Fruit Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil.

* ingredients from certified organic agriculture
** from natural essential oils


Moja opinia:
Olejki Alverde cieszą się ogromną popularnością wśród blogerek. W sumie nic w tym dziwnego, patrząc na skład i cenę nie jedna osoba mogłaby popaść w zachwyt. Jak jest jednak z samymi właściwościami? Czy taki kosmetyk jest w stanie zastąpić nam cały arsenał preparatów potrzebnych do codziennej pielęgnacji?

Olejek zapakowany jest w kartonik, na którym znajdziemy opis kosmetyku oraz szczegółowy skład. Sama buteleczka jest szklana i wygodnie trzyma się ją w dłoni pod warunkiem, że jest sucha. W innym przypadku nie trudno o wyślizgnięcie i potłuczenie jej.


Bardzo podoba mi się sam dozownik. Jest to mała pompka typu open - close. Muszę przyznać, że całkiem przyjemnie się z niej korzysta, choć trzeba uważać żeby się mocno nie natłuściła.

Olejek ma dość rzadką, łatwo przeciekającą przez palce konsystencję. Nie sprawia mi to dużego problemu, wręcz przeciwnie - łatwo i przyjemnie można go dzięki temu rozsmarować na ciele.

Zapach tego olejku jest według mnie bardzo przyjemny i delikatny. Bardzo zdziwiłam się po przeczytaniu kilku opinii, że jest nie do zniesienia, że jest duszący, a na ciele robi się wręcz chemiczny. Według mnie jest zupełnie odwrotnie! Zapach jest na tyle delikatny, że nie męczy nosa. Wąchany bezpośrednio z buteleczki jest nieco słodki, ma w sobie jednocześnie nutkę świeżości - bardzo przypomina mi kokosowe Danio Intenso. Na moim ciele z kolei zapach ten bardzo łagodnieje. Staje się na tyle delikatny, że praktycznie przestaję go czuć i ani trochę mi on nie przeszkadza.

I teraz najważniejsza kwestia, czyli działanie. Tak jak wspomniałam na początku, olejki stosuję bardzo różnorodnie - do smarowania ciała, włosów, a także do kąpieli. Tak było i z tym egzemplarzem.

W kąpieli sprawdził się bardzo dobrze, w sumie tak jak inne olejki tego typu. Przyjemnie natłuścił skórę ciała, dzięki czemu nie odczuwałam zbytniego przesuszenia po dłuższym wylegiwaniu się w wodzie. Oczywiście podczas mycia ciała (płyn + gąbka) łatwo było go z tej skóry zmyć, ale jeżeli macie w planach dłuższy relaks bez mocnego szorowania to polecam jak najbardziej.

Bardzo lubię wcierać go w ciało po kąpieli i zawsze robię to kiedy moja skóra jest jeszcze mokra. Zwiększa się dzięki temu wydajność produktu i przyjemnie jest w takim przypadku zrobić jednocześnie masaż skóry. Po nasmarowaniu ciała odciskam nadmiar wody delikatnie w ręcznik i jestem wtedy w stu procentach usatysfakcjonowana. Skóra jest gładka, nawilżona i jednocześnie nie klei się od nadmiaru kosmetyku. Olejek całkiem szybko się wchłania i po niedługim czasie mogę się spokojnie ubrać. Nawilżenie jest dla mojej suchej (nie bardzo suchej) skóry wystarczające, choć przed snem zawsze staram się dodatkowo sięgnąć po balsam lub masło do ciała.

Kolejnym rozwiązaniem, które ogromnie polubiłam, jest wcieranie tego kokosowego olejku w skórę głowy oraz włosy. Całkiem niedawno powróciłam do metody olejowania włosów przed myciem i muszę przyznać, że po raz kolejny widzę znacząca różnicę! Co jakiś czas zmagam się z przesuszoną i swędzącą skórą głowy, ale odkąd zaczęłam na nowo regularnie wcierać w nią olejek (w tym przypadku oczywiście kokosowy Alverde) odczułam ogromną ulgę! Skóra nie łuszczy się, nie swędzi, jest wręcz dobrze nawilżona i ukojona. Podobnie jest z włosami - po wakacjach niestety znacznie się one przesuszyły. Postanowiłam więc je podciąć i na nowo pielęgnować olejkiem. I wiecie co? Teraz wyglądają lepiej niż przed wakacjami! Są miękkie, sprężyste i zdrowo wyglądają. Olejek nie wpłynął źle na wypadanie włosów, mam nawet wrażenie, że wypada ich mniej niż zazwyczaj. Po myciu zawsze wcieram kropelkę w lekko wilgotne włosy aby je odrobinę nawilżyć i zdyscyplinować. U mnie się to bardzo dobrze sprawdza, żaden jedwab nie dał mi podobnych efektów.

Czy są jeszcze jakieś inne sposoby na ten kosmetyk? Oczywiście, że tak! Można wzbogacać nim inne nieco słabsze balsamy czy masła (sama tak robię), można go wcierać w skórki wokół paznokci, dodać go do własnej roboty peelingów czy innych kosmetyków. Nie używałam go jednak do demakijażu twarzy z obawy, że mógłby mnie zapchać. Cała reszta zależy już od Waszej wyobraźni i potrzeby.

Wydajność jest według mnie całkiem przyzwoita, choć zależy to głównie od tego jak często się po taki kosmetyk sięga. Używany dzień w dzień do wszystkiego szybko może się skończyć. Ja dwa razy w tygodniu nakładam dwie pompki na skórę głowy i włosy, dwie pompki wystarczą mi do posmarowania całego ciała po kąpieli. Olejek owszem, kończy się, ale nie schodzi tak ekspresowo jak się tego spodziewałam. Cena również wydaje mi się odpowiednia jak na taki kosmetyk.


Podsumowując, jestem z tego olejku niezmiernie zadowolona! Bardzo podoba mi się jego delikatny zapach, skuteczne działanie, dobre nawilżenie i to, że można go użyć na wiele sposobów. W chwili obecnej mam kilka tego typu kosmetyków w swoim zasobie, ale jeżeli tylko je wykończę to z chęcią sięgnę po kokos od Alverde.


A u Was jaką rolę pełnią pielęgnacyjne olejki?
Macie swoich stałych ulubieńców?

Pozdrawiam serdecznie!
bG

wtorek, 7 maja 2013

Koalane, olejek do masażu twarzy i ciała o zapachu kwiatu pomarańczy.

Olejki wtargnęły do mojej pielęgnacji już dawno temu. Cenię je sobie za silne właściwości nawilżające i uelastyczniające skórę. Towarzyszą mi one niemalże dzień w dzień, czy to podczas kąpieli, czy do smarowania ciała. Wykonuję nimi nawet demakijaż!

Dwa miesiące temu do moich zasobów dołączył olejek do masażu twarzy i ciała marki Koalane. Muszę przyznać, że pierwszy raz zetknęłam się z kosmetykami tej firmy - wcześniej nawet o niej nie słyszałam! Firma Koalane słynie z naturalnych kosmetyków oraz tego, że nie wykonuje doświadczeń na zwierzętach.

Jeżeli jesteście ciekawe jak sprawdził się u mnie olejek do masażu to serdecznie zapraszam do dalszej części recenzji!




Koalane, olejek do masażu twarzy i ciała o zapachu kwiatu pomarańczy; 100ml; 123,50zł.


Olej do masażu twarzy i ciała o zapachu kwiatu pomarańczy. Olej przeznaczony do każdego typu skóry o silnym działaniu nawilżającym pozostawia ją jedwabistą, wygładzoną i pełną blasku. Zawiera witaminę A, E, B6, flawonoidy i lecytynę wykazując działanie przeciwstarzeniowe. 

Olej arganowy bogaty w skwalan, i nienasycone kwasy tłuszczowe intensywnie wspomaga gospodarkę hydrolipidową skóry, uzupełnia ilość ceramidów, wykazując działanie przeciw wolnym rodnikom. Ma działanie antyseptyczne, uszczelniające naczynka i łagodząco-rewitalizujące.


Skład: Vitis Vinifera, prunus amygdalus, prunus armeniaca, argania spinosa, huile essentielle d orange, citral, limonene, linalol. 
Conformement a I article R-5131-2 du code de la sante publiqu, le produit contient les allergenes suivants: citral, limonene, linalool.

Chronić przed słońcem. Produkt polecany dla wegetarian.


Moja opinia:
Olejek mieści się w poręcznej i ładnie wyglądającej buteleczce. Jest ona wykonana z grubego, matowego szkła i sprawia wrażenie bardzo solidnej, a zarazem eleganckiej. Przy takiej formie opakowania należy jednak uważać na to, by nie upadło ono na podłogę, ponieważ wtedy możemy mieć już po olejku!

Jestem pozytywnie zaskoczona estetyką opakowania. Całość w połączeniu z logo firmy i niebanalną czcionką prezentuje się bardzo zachęcająco i zdecydowanie przyciąga oko.



Dozownik wykonany jest z plastiku i generalnie nie sprawia trudności podczas aplikacji kosmetyku. Jedynie raz wystrzelił mi w powietrze (gdy nie przytrzymałam go zbyt dobrze) i po każdej pompce zawsze się troszkę kosmetyku ulewa - trzeba pamiętać o tym, żeby nadmiar olejku ściągnąć.

Jest jednak jeden szczegół, który nie do końca podoba mi się w aplikatorze i głównej zakrętce - zapach. Należy on to tych ciężkich, męczących i typowo "plastikowych". Bardziej wrażliwe osoby nie będą z tego faktu zadowolone, ponieważ czuć go nawet wtedy, kiedy nie przykłada się bezpośrednio do niego nosa.



Konsystencja olejku jest dosyć płynna i łatwo rozprowadza się na skórze.

Zapach jest delikatny, wręcz terapeutyczny. Wyraźnie wyczuwam w nim aromat pomarańczy. Nie należy on jednak do mocno cytrusowych i świeżych. Jest delikatnie przełamany słodyczą. Gdybym miała go do czegoś porównać, byłaby to mniej intensywna Mamba pomarańczowa. Niestety na mojej skórze zapach ten nie utrzymuje się zbyt długo. Zaraz po nałożeniu zaczyna łagodnieć i tak powoli zanika...

A działanie? Muszę przyznać, że jestem z niego bardzo zadowolona! Olejek oprócz tego, że dobrze i łatwo rozprowadza się na skórze, bardzo przyjemnie ją nawilża i uelastycznia. Skóra po jego użyciu jest gładka i "nasączona", a uczucie to utrzymuje się dość długo. Zauważyłam, że w trakcie masażu ciecz w specyficzny sposób przywiera do ciała, przez co trzeba nabierać kolejne porcje żeby utrzymać odpowiedni poślizg, ale nie jest to jakieś uciążliwe.

Olejek testowałam na różne sposoby. Od czasu do czasu nalewałam odrobinę do kąpieli, pozwoliłam sobie nim nasmarować włosy przed myciem - tutaj sprawdził się jak każdy inny tego typu produkt więc po jakimś czasie stwierdziłam, że szkoda mi go w ten sposób zużywać. W przypadku kąpieli pozwolił mi się za to maksymalnie zrelaksować. Wyobraźcie tylko sobie ten delikatny, pomarańczowy zapach unoszący się w łazience... Cudo! Ciało zostało też automatycznie natłuszczone i w żaden sposób nie odczułam ściągnięcia skóry po długim czasie wylegiwania się w wodzie.

Z moich obserwacji wynika, że olejek najlepiej sprawdza się właśnie w celu, do którego został zadedykowany - do masażu. Uwierzcie mi, że w połączeniu z masażem można uzyskać naprawdę rewelacyjne rezultaty! Skóra jest wtedy idealnie nawilżona, ujędrniona, a zarazem elastyczna.

Co na minus? Na pewno wydajność. Pomimo tego, że buteleczka wydaje się być dość duża, to olejku jest w niej zaledwie 100 ml. Już po pierwszym użyciu widać było znaczny ubytek, a wraz z kolejnymi aplikacjami olejek wręcz ginie w oczach. Kolejnym minusem jest również wysoka cena - aż 123zł za 100ml olejku? Rozbój w biały dzień! Muszę jednak podkreślić, że tutaj płacimy za jakość - zwróćcie uwagę na fantastyczny skład kosmetyku! Ja sama jestem zdania, że są produkty, w które warto zainwestować raz, a konkretnie. Jak każda kobieta lubię od czasu do czasu poczuć na sobie odrobinę luksusu :-)


Podsumowując muszę przyznać, że olejek do masażu Koalane bardzo przypadł mi do gustu! Począwszy od estetyki opakowania, poprzez zapach i kończąc na działaniu śmiem stwierdzić, że to bardzo dobry produkt. Żałuję, że nie jest on bardziej wydajny i zapach nie utrzymuje się na mojej skórze. Z dostępnością również jest kiepsko, ponieważ z tego co się orientuję pozostaje nam tylko internet. Gdybyście były zainteresowane zakupem tego olejku to możecie go znaleźć w sklepie internetowym Uroda i Zdrowie lub bezpośrednio na stronie Koalane.


A Wy jak często sięgacie po olejki do ciała?

Pozdrawiam serdecznie!
bG




Produkt otrzymałam w ramach współpracy od firmy Koalane za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie. Zaznaczam jednocześnie, że nie miało to wpływu na rzetelność mojej recenzji.

poniedziałek, 18 marca 2013

Dermogal A+E - przyjemne i skuteczne urozmaicenie w pielęgnacji.

Moja pielęgnacja cery nie jest zbyt skomplikowana. Skupiam się głównie na dokładnym oczyszczeniu i nawilżeniu swojej skóry. Od czasu do czasu wykonuję również peeling i kładę maskę na twarz. Kilka miesięcy temu wzbogaciłam pielęgnację o lubiane przez wiele dziewczyn kapsułki Dermogal A+E. Zdobycie ich nie było dla mnie problemem, kupiłam je za około 10zł w pierwszej napotkanej aptece.


Jesteście ciekawe jak się u mnie sprawdziły?
Zapraszam do recenzji! :-)




GAL, Dermogal A+E; 48 kapsułek po 500mg/1; 10-12zł.

Doskonały kosmetyk do codziennej pielęgnacji skóry, zwłaszcza skóry wrażliwej z problemami (trądzik pospolity, trądzik różowaty, atopowe zapalenie skóry, łojotokowe zapalenie skóry, nadmierne złuszczanie skóry, nadwrażliwość na różne czynniki).

Preparat stanowi uzupełnienie pielęgnacji specjalistycznej, wpływając na poprawę nawilżenia, elastyczności i jędrności skóry. Kosmetyk doskonały pod makijaż.

Sposób użycia: Po ukręceniu "ogonka" kapsułki wycisnąć na skórę i delikatnie rozetrzeć w miejscu stosowania. Używać na oczyszczoną (umytą) powierzchnię skóry.

Skład: Oenothera Biennis Oil, Gelatin, Glycerin, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate.

Uwaga: Tylko do użytku zewnętrznego.



Moja opinia:
Opakowanie zawiera dwa listki z kapsułkami, w każdym po 24 sztuki. Sam olejek mieści się w tzw rybkach - są to gumowe kapsułki z ogonkiem, który należy uciąć aby wydobyć preparat.




Ich zapach jest bardzo nieprzyjemny, wręcz odpychający. Wiele osób porównuje go do zapachu ryb i coś w tym jest... Nie ma jednak tego złego - osobiście doszłam do wniosku, że nieprzyjemny zapach powoduje jedynie sama kapsułka i mam tu na myśli ową gumową powłoczkę. Po oderwaniu ogonka i wyciśnięciu olejku na dłoń zapach ten nie jest już wyczuwalny. Dla mnie olejek ten pachnie bardziej orzechami.

Konsystencja jest typowa dla tego typu produktów. Olejek jest dość rzadki i tłusty, ale o dziwo nie aż tak, jak się tego spodziewałam. Łatwo rozprowadza się na skórze.

Aplikacja i działanie:
Olejek jak to olejek, nie wchłania się natychmiastowo. Powiedziałabym nawet, że bardzo wolno. Zawsze gdy sięgam po kapsułkę, rezerwuję sobie wcześniej wolny wieczór. Przed aplikacją dokładnie upinam włosy, zmywam makijaż, a skórę dodatkowo przemywam tonikiem lub odświeżam wodą termalną.
Kolejnym krokiem jest aplikacja olejku - u mnie zawsze na twarz i szyję. Dokładnie rozprowadzam go na skórze wykonując przy okazji delikatny masaż. Mam wrażenie, że wtedy trochę szybciej się wchłania. Resztki zazwyczaj dokładnie wcieram w dłonie, czasami nawet w końcówki włosów - tutaj jednak nie można przesadzić! Zawartość jednej kapsułki wystarczy również do posmarowania dekoltu.

Olejek momentalnie koi skórę i daje niesamowite uczucie komfortu. Napięta skóra twarzy staje się miękka i rozluźniona, a efekt ten utrzymuje się przez dłuższy czas. Moja sucha skóra nie potrzebuje codziennej dawki tego specyfiku. Po Dermogal A+E sięgam mniej więcej raz w tygodniu, w szczególnych sytuacjach nawet dwa razy.
Ma on również bardzo szerokie zastosowanie! Według potrzeb można nakładać go na skórę solo, można dodać do własnej mieszanki OCM, czy nawet do maseczek. Nadaje się również do smarowania skórek wokół paznokci, choć zawartość jednej kapsułki jest zdecydowanie zbyt duża do tego celu. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od Waszej wyobraźni :-)

Efekty regularnego stosowania są cudowne! Cera nabiera bardziej jednolitego koloru, jest miękka, ujędrniona i dużo rzadziej pojawiają się suche skórki. Prawdę mówiąc nie zauważyłam żadnych efektów ubocznych stosowania tego kosmetyku. Pomimo tego, że jest to olejek - nie zapchał mnie ani -co ważniejsze- nie podrażnił mojej bardzo wrażliwej cery!

Na bardzo dużą uwagę zasługuje skład kosmetyku. Zwróćcie uwagę na jego długość, a raczej krótkość ;-) Nie znajdziemy tutaj niepotrzebnej parafiny i innych mało atrakcyjnych składników. Jest za to olej z nasion wiesiołka, żelatyna, gliceryna, witamina E, witamina A.

Chciałabym na koniec odnieść się do jednej z propozycji firmy GAL co do stosowania kapsułek, a konkretniej używania ich jako bazę pod makijaż. No więc sama tego osobiście nie próbowałam, ale biorąc pod uwagę to, jak długo ten olejek wchłania się w skórę - moim zdaniem ten pomysł absolutnie odpada. Inna sprawa jest wtedy, gdy skóra jest ekstremalnie przesuszona - wtedy można spróbować zmiękczyć ją dosłownie kropelką tego kosmetyku. Kto wie, może wtedy okaże się bardziej skuteczny niż zwykły krem nawilżający?

Dopisane: Zaryzykowałam i użyłam olejku pod makijaż. Podkład dobrze się na nim rozprowadzał i całość wygląda całkiem nieźle, ale mam wątpliwości czy takie połączenie przetrwa próbę czasu ;-)


Czy polecam? Zdecydowanie tak! Za niezbyt wygórowaną kwotę otrzymujemy bardzo dobry i skuteczny kosmetyk. Kapsułki bez dwóch zdań nawilżają i zmiękczają skórę, która staje się po nich bardziej elastyczna i mniej przesuszona. Dużym atutem jest również prosty i przyjemny skład!
Rybki polecane są również dla bardziej wymagających cer, które zmagają się z trądzikiem, nadmiernym złuszczaniem oraz atopowym zapaleniem skóry.


Która z Was miała okazję zapoznać się z kapsułkami Dermogal A+E?
Sprawdziły się u Was?

Pozdrawiam serdecznie!
bG

wtorek, 20 listopada 2012

Ulubiony zestaw pielęgnacyjny:: Babydream Fur Mama - balsam do kąpieli oraz olejek pielęgnacyjny do ciała.

Witajcie :-)
Dziś chciałabym podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami na temat duetu pielęgnacyjnego Babydream Fur Mama. Kosmetyki te są skierowane docelowo dla kobiet w ciąży, jednak uważam i wiem, że możemy sięgnąć po nie wszystkie. Bez wyjątku :-)




Zapraszam!




Babydream, balsam do kąpieli dla matek; 500ml; 9,99zł.


Balsam o działaniu pielęgnującym i relaksującym. Balsam zawiera proteiny serwatkowe oraz duze ilosci naturalnych olejów roslinnych o silnym działaniu nawilzajacym. Produkt nie zawiera olejów mineralnych i silikonowych, nie zawiera barwników i konserwantów.


Skład: Aqua, Glycine Soja (Soybean) Oil, Sorbitol, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Parfum, Sodium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Glycerin, Whey Protein, Lactose, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Polyglyceryl - 10 Laurate, Polyglyceryl - 2 Laurate, Glyceryl Caprate, Xanthan Gum, Tocopherol, Citric Acid.





Moja opinia:
Opakowanie typowe dla serii kosmetyków Babydream - wygodne, przyjemne dla oka. Mam jedynie małe zastrzeżenia co do dozownika, który nie jest zbyt dokładny i przez to produkt wylewa się po bokach. Konsystencja samego płynu jest kremowa, aksamitna, dość rzadka i lejąca. Przypomina mi trochę śmietankę do kawy. Zapach jest według mnie cudowny! Delikatny, pudrowy i przemiły dla nosa! Należy on do serii zapachów typowo dziecięcych i myślę, że przypadnie on do gustu wielu osobom.
Działanie jest genialne! Balsam jest bardzo delikatny dla skóry, nie podrażnia jej i nie wysusza w najmniejszym stopniu. Można używać go na różne sposoby, między innymi wlać do wody podczas kąpieli oraz myć nim bezpośrednio całe ciało - osobiście zdecydowanie wolę drugą opcję. Nie wytwarza typowej piany, na ciele przybiera raczej postać kremowej powłoczki. Przyjemnie pielęgnuje skórę. Wiem, że wiele dziewczyn próbuje go używać jako szamponu do włosów - ja się nie odważyłam na ten krok, dlatego nic nie mogę na ten temat powiedzieć.
Wydajność jest dobra, choć przez konsystencję czasami można wylać za dużo płynu. Duża pojemność za tak niską cenę jednak wszystko wynagradza. Jak na moje oko skład jest również bardzo dobry.



Babydream, olejek do pielęgnacji ciała dla kobiet w ciąży; 250ml; ok. 11zł.


Pomaga zapobiegać rozstępom, zawiera wysokiej jakości olejek migdałowy, makadamia, jojoba, olej sojowy i słonecznikowy, a także witaminę E, nie zawiera olejów mineralnych, barwników i konserwantów. Olejek perfumowany, nie zawiera alergenów. Produkt przebadamy dermatologicznie.


Skład: Glycine Soja (Soybean) Oil, Prunus Amygdalus (Sweet Almond) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil/unsaponifiables, Simmondsia Chinensis (Jojoba)Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Tocopherol, Parfum.






Moja opinia:
Opakowanie klasyczne dla kosmetyków Babydream. Dozownik jest taki sobie, ponieważ zazwyczaj wylewa mi się przez niego nadmiar olejku. Trzeba szybko i stanowczo przekręcać butelkę, żeby później wszystko się nie pobrudziło. Zapach bardzo podobny do balsamu z tej samej serii, jednak moim zdaniem jest nieco delikatniejszy. Olejek ma bardzo szerokie zastosowanie. Można go używać do smarowania ciała na sucho, na mokro (jest wtedy bardziej wydajny przez poślizg na mokrej skórze), można wlać odrobinę do kąpieli dzięki czemu skóra nie będzie się mocno wysuszać przez wodę. Wiele dziewczyn używa go do olejowania włosów, czego ja akurat nie próbowałam. Sprawdzałam natomiast jak ten olejek sprawuje się podczas demakijażu twarzy i oczu - tutaj niestety trochę się zawiodłam. Makijaż co prawda został usunięty bardzo dobrze, ale skóra się nieco przesuszyła. Ponadto olejek zawiera w składzie olej macadamia, który może zapychać.
Uwielbiam go za to w roli nawilżacza ciała. Bardzo szybko wchłania się w skórę i nie pozostawia typowo śliskiej warstwy jak na kosmetyk tego typu. Nawilżenie jest długotrwałe. Poza tym olejek ten ma absolutnie fantastyczny i bogaty skład, bez niepotrzebnej parafiny i innych śmieciowych uzupełniaczy - czego chcieć więcej? :-)
Wydajność określam jako bardzo dobrą. Do posmarowania mokrego ciała wystarczy już niewielka ilość. Przy suchej skórze zużywa się trochę więcej, ale też nie ma na co narzekać.




Ten duet jest ze mną od kilku miesięcy i jestem z niego bardzo zadowolona. Kosmetyki Babydream z serii dla mam szybko stały się moimi ulubionymi i z przyjemnością sięgnę po kolejne opakowania. Mają bardzo dobre działanie, świetny skład i cudowny zapach, a o to właśnie chodzi! Do pełni szczęścia brakuje mi jedynie mleczka do ciała :-)

Z całego serca polecam Wam ten zestaw! :-)



Miałyście może już styczność z kosmetykami Babydream Fur Mama?
Jak się u Was sprawdziły? Lubicie je?


Pozdrawiam serdecznie!
bG

środa, 17 października 2012

Oczyszczanie twarzy metodą OCM.

Witajcie :-)
Na Facebooku zapowiedziałam Wam wczoraj dzisiejszy temat posta. Trochę ciężko było mi się za niego zabrać (same wiecie, że post dotyczący OCM zapowiadam już od dłuższego czasu), ale skoro słowo się rzekło to czas zabrać się również za realizację.
Z jednej strony dobrze, że przeczekałam dłuższy czas z tym tematem, ponieważ dziś mogę wypowiedzieć się nie tylko pochlebnie, ale również ostrzegawczo.

Zapraszam serdecznie na recenzję!



OCM - oil cleansing method.

OCM to nic innego jak oczyszczanie twarzy olejkami w celu demakijażu. Jest to metoda skuteczna, tania, delikatna i bezpieczna - jeżeli oczywiście dobierze się odpowiednie do swojej cery oleje. Nie zaburza warstwy lipidowej skóry, nie wymaga użycia dodatkowych kosmetyków oczyszczających, takich jak: mleczko, płyn micelarny, tonik.

Podstawowym i niezmiennym składnikiem mieszanki jest olejek rycynowy, który idealnie usuwa brud i wszelkiego rodzaju bakterie, a swoją strukturą i konsystencją jest bardzo zbliżony do ludzkiego sebum.

Jego proporcje powinno się dobierać w zależności od rodzaju swojej skóry:
- skóra sucha 10% oleju rycynowego
- skóra mieszana 20% oleju rycynowego
- skóra tłusta 30% oleju rycynowego

Nie jest to oczywiście reguła, której należy się ściśle trzymać. W zależności od potrzeb skóry można zmniejszać lub zwiększać dawki. Jeżeli na przykład macie cerę tłustą i po użyciu swojej mieszanki odczuwacie ściągnięcie skóry, może to oznaczać, że użyłyście zbyt dużo olejku rycynowego i musicie zmniejszyć jego ilość.

Pozostałe oleje dobiera się do rodzaju cery, według własnych potrzeb i efektu jaki chce się uzyskać. Zwracajcie też uwagę na komedogenność poszczególnych olejków, dzięki temu unikniecie zaskórników i niepożądanych efektów ubocznych.



JAK WYGLĄDAŁY MOJE MIESZANKI I CZY MI SŁUŻYŁY?

Od początku mojej przygody z OCM trzymam się ściśle jednej reguły: używam 10% olejku rycynowego, ponieważ mam suchą cerę. Taka ilość nie ściąga ani nie wysusza mojej skóry. Resztę uzupełniałam bardzo różnymi olejkami. Przykładowo służyła mi oliwka Hipp, która jak wiadomo ma bardzo dobry skład. Ostatecznie zdecydowałam się również przetestować olejek migdały i papaja z Alterry - zdał egzamin.
Myślę, że takie olejki jak najbardziej nadają się na rozpoczęcie swojej przygody z oczyszczaniem twarzy metodą OCM. Nawet gdyby Wam nie odpowiadały, możecie je zużyć do smarowania ciała lub do kąpieli.

Po jakimś czasie zapragnęłam jednak czegoś więcej. Zaczęłam czytać, robiłam rozeznania i zdecydowałam się na połączenie organicznego oleju z pachnotki z olejem ze słodkich migdałów - to był strzał w dziesiątkę! Skóra była idealnie oczyszczona, nawilżona, pory widocznie (!) zwężone i ani jednego zaskórnika! Olej z pachnotki rozłożyłam na dwie mieszanki, które starczyły mi na długi okres czasu.

Po wykończeniu tych mieszanek ponownie zaczęłam szukać kolejnych olejków do testów. Padło na organiczny olej macadamia. Mieszałam go podobnie jak wcześniejszą wersję z pachnotką, czyli: 10% olej rycynowy + ok.60% olej macadamia + ok.30% olej ze słodkich migdałów.
I tutaj z każdym użyciem zauważałam zmiany na mojej twarzy. Skóra po demakijażu nie była już taka miękka, nawilżona i nieskazitelnie gładka jak wcześniej. Powoli zaczęły pojawiać się niedoskonałości, których normalnie nie miewam. Co więcej - zaskórniki również powróciły. Początkowo nie łączyłam tego ze zmianą oleju. Fakty zaczęłam kojarzyć przy stworzeniu kolejnej mieszanki, gdzie moje dolegliwości się jeszcze bardziej spotęgowały. Tym razem proporcje nieco się zmieniły, ponieważ dodałam jeszcze więcej oleju macadamia niż wcześniej. Skóra zaczęła się czerwienić, była jeszcze bardziej podrażniona.

Ten fakt spowodował, że postanowiłam na jakiś czas odstawić OCM. Olejek macadamia ewidentnie mi nie służy i tę mieszankę zużyję do demakijażu oczu, gdzie sprawdza się fenomenalnie.


NO WŁAŚNIE, A JAK OCM SPRAWDZA SIĘ W PRZYPADKU DEMAKIJAŻU OCZU?

Jednym słowem - fantastycznie! W chwilę rozpuszcza kilka warstw tuszu, eyeliner i cienie! Po kilku miesiącach codziennego stosowania zauważyłam, że rzęsy znacznie się zagęściły, są grubsze, dłuższe i nie wypadają. Niektóre olejki mogą trochę szczypać w oczy (przykładowo olej z pachnotki), ale wystarczy je dobrze domknąć, przetrzeć i nic im nie dolega! To samo tyczy się efektu zamglenia - jeżeli zamkniecie oczy, wykonacie delikatny masaż i resztki zetrzecie gąbeczką to nic Wam nie będzie dolegać :-) Mnie się to nie przydarzyło ani razu!


KROK PO KROKU JAK WYKONAĆ DEMAKIJAŻ OLEJKAMI I JAK TAKI DEMAKIJAŻ WYKONUJĘ JA:

1. Przygotuj sobie: własną buteleczkę ze zmieszanymi olejkami, czysty ręcznik do twarzy oraz ręcznik papierowy.
2. Zwilż ręce wodą i nalej w zagłębienie odrobinkę oleju.
3. Rozsmaruj olej w dłoniach i zacznij delikatnie masować twarz okrężnymi ruchami.
4. Gdy poczujesz, że wystarczy, zwilż ręcznik w dobrze ciepłej wodzie, a następnie go wyciśnij.
5. Przyłóż go do twarzy na kilka chwil, wypłucz później w ciepłej wodzie i czynność powtórz. Przy końcowym przykładaniu ściągnij delikatnie wszystkie resztki makijażu.
6. Zwilż ręcznik w zimnej wodzie i przyłóż na kilka chwil do twarzy - dzięki temu rozszerzone pory nieco się zwężą.
7. Przetrzyj delikatnie twarz czystym ręcznikiem papierowym.


Przyznam, że ja zastosowałam się do tej instrukcji tylko kilka razy, ponieważ była ona dla mnie zbyt czasochłonna i za dużo było przy tym paprania. Opracowałam za to swój niezawodny system, który przez długi czas testowałam i również mogę go Wam polecić. Oto on:


1. Zwilżam dłonie wodą i nalewam odrobinę oleju.
2. Rozcieram go i zaczynam delikatnie masować twarz, kończąc na demakijażu oczu.
3. Wcześniej przygotowaną gąbeczkę do mycia twarzy zwilżam ciepłą/gorącą wodą, odciskam i delikatnie ściągam rozpuszczony wcześniej brud.
4. Myję gąbeczkę mydłem siarkowym Barwa, odciskam i czynność powtarzam.

I to mi całkowicie wystarcza :-)



PODSUMOWUJĄC: PLUSY I MINUSY UŻYWANIA OCM:

+ jest to metoda dosyć tania
+ skuteczna
+ bardzo dokładnie zmywa cały brud i demakijaż
+ oczyszcza pory i zwęża je po dłuższym stosowaniu
+ mieszanka może być stosowana zarówno do twarzy jak i do oczu
+ zastępuje inne produkty do demakijażu
+ nie narusza bariery lipidowej skóry
+ pielęgnuje rzęsy i brwi

- nieodpowiednio dobrane oleje mogą zapchać i zadziałać odwrotnie niż powinny
- idąc schematem nr 1 'krok po kroku' należy liczyć się z częstym praniem ;-)


By uniknąć zapchania cery zwracajcie uwagę na to, w jakim stopniu dany składnik jest komedogenny. Znalazłam dosyć ciekawą i obszerną tabelę, która znajduje się TUTAJ. Potraktujcie ją jako odnośnik :-)

Na początek radzę również robić sobie mieszanki w mniejszych ilościach. Przykładowo 30-50ml może Wam wystarczyć nawet na miesiąc czasu lub więcej.


I to by było na tyle :-) Mam nadzieję, że o niczym ważnym nie zapomniałam i że przynajmniej część z Was wytrwała ze mną do końca :-) Miałam zamiar przedstawić dziś aktualizację pielęgnacji twarzy, ale trochę dużo tego wszystkiego mi wyszło i zamieszczę osobny post na ten temat.


Przypominam Wam również o moim nowym koncie na Facebooku, okienko znajduje się po prawej stronie bloga. Będzie mi bardzo miło, jeżeli mnie "polubicie", będziemy mogły być dzięki temu w stałym kontakcie i na bieżąco będę Was informować o wszelkich zmianach na blogu :-)



Dajcie znać czy macie już za sobą pierwsze próby z OCM i co sądzicie o takim sposobie oczyszczania twarzy.

Pozdrawiam serdecznie!
bG

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Green Pharmacy, olejek łopianowy ze skrzypem polnym.

Witajcie :-)
Tak jak Wam obiecałam, przygotowałam recenzję olejku łopianowego z Green Pharmacy.
Kto ciekawy - zapraszam! :-)


Green Pharmacy, olejek łopianowy ze skrzypem polnym; 100ml; ok. 6-7zł.

Olejek łopianowy ze skrzypem polnym przeciw wypadaniu włosów. Naturalny olejek łopianowy w połączeniu z naturalnym ekstraktem skrzypu polnego tworzą unikalny preparat o sprawdzonym wzmacniającym działaniu na osłabione włosy z tendencją do wypadania. Dzięki regularnemu stosowaniu olejek wyraźnie wzmacnia zniszczone włosy oraz hamuje ich wypadanie. Włosy stają się sprężyste i mocniejsze, aksamitnie gładkie, lśniące i pełne życia. Odpowiednio pielęgnowane dobrze się rozczesują i lepiej układają.

Skład: Vegetable Oil, SC-CO2-extract Arctium Lappa (burdock), Zea Mays (Com) Oil, Equisetum Arvense Extract, BHT.

Moja opinia:
Olejek zamknięty jest w mocno przyciemnionym opakowaniu, które posiada otwór typu korek niekapek.

Jest to bardzo fajne rozwiązanie, ponieważ dzięki temu produkt nie rozlewa się i nie tłuści ani buteleczki, ani wszystkiego wokół. Olej jest rzadki i nie posiada zapachu - to w sumie na plus, chociaż zależy co kto lubi. Nałożony w nadmiarze może spływać.
Olejek ani razu nie podrażnił mojej skóry głowy. Zauważyłam za to, że ma na nią bardzo dobry wpływ. Uczucie swędzenia, które od czasu do czasu mnie męczyło ustało i mam wrażenie, że skóra jest bardziej nawilżona niż była przed jego używaniem. To samo, albo jeszcze więcej zdziałał w temacie samego wypadania włosów! Przyznam, że mój problem w ostatnim czasie (ponad miesiąc temu) nieco nasilił się. Nie wypadały mi jakieś ogromne kępy włosów, ale jednak podczas szczotkowania widoczne ubytki były...
Olejek zadziałał, nawet bardzo znacząco! Pierwsze zmiany zaczęłam zauważać już po kilku sesjach! Nakładałam go oczywiście zgodnie z zaleceniami producenta: podgrzany olejek wcierałam przed każdym myciem głowy i trzymałam go w zależności od potrzeb od 30-60 minut.

Olejek podgrzewałam w tzw kąpieli wodnej. Potrzebną ilość przelewałam do szklanki, którą wkładałam na kilka minut do miseczki z gorącą wodą. W ten sposób ocieplony olejek wsmarowywałam opuszkami palców w skórę głowy, pozostałą resztą omiatałam włosy na długości.

Efekty są absolutnie fenomenalne! Jak przed kuracją zdarzało mi się podczas jednego delikatnego czesania i szczotkowania naliczyć od kilku do kilkunastu utraconych włosów, tak teraz jest ich dosłownie kilka! Czasami zdarza się, że jest to jedna sztuka, czasami trzy. Wiadomo, przed samym myciem głowy jest ich trochę więcej, ale nie oszukujmy się - to norma. Po tym całym miesiącu uświadomiłam sobie również, że moja kitka jest nieco grubsza niż wcześniej - ale cóż w tym dziwnego, jak obecnie wypada mi dużo miej włosów ;-) Bardzo żałuję, że nie dokonałam pomiarów przed i po, ale szczerze mówiąc nawet na to nie wpadłam. Musicie mi uwierzyć na słowo!

Ponadto włosy są w dobrej kondycji, tzn nie rozdwajają się i nie łamią. Nie jest to oczywiście zasługa tylko tego produktu, ponieważ całą pielęgnacyjną robotę zawdzięczam wcześniej używanemu olejkowi kokosowemu. Podkreślam jednak, że podczas tej ponad miesięcznej kuracji tylko raz po niego sięgnęłam. Tak więc pozwolę sobie stwierdzić, że olejek łopianowy również pielęgnuje i dba nie tylko o skórę głowy, ale o włosy także.

Olejek jest bardzo wydajny, 100ml to u mnie około 1,5 miesiąca stosowania, a nawet więcej. Podkreślam jednocześnie, że niejednokrotnie zdarzyło mi się użyć go zbyt dużo.
Minusem jest zdecydowanie dostępność. Mam nadzieję, że z biegiem czasu będzie się to zmieniać. Póki co nie widziałam go w żadnym sklepie stacjonarnym ani w żadnej aptece. Pozostaje mi niestety internet...
Ale może Wy będziecie miały więcej szczęścia? Na tej stronie znajdują się adresy sklepów z kosmetykami Green Pharmacy.


Podsumowując - gorąco polecam ten produkt! Doskonale spełnia swoją rolę i pomaga w walce z wypadającymi włosami! Ja jestem z niego ogromnie zadowolona, planuję ponowny jego zakup! Pomimo pozornie małej buteleczki wystarczy na długo, a do tego kosztuje bardzo niewiele!


A Wy macie problem z wypadającymi włosami?
Jak sobie z nim radzicie??

Firmie Elfa Pharm serdecznie dziękuję za propozycję przetestowania kosmetyków. Zaznaczam, że nie miało to wpływu na rzetelność mojej recenzji.

--------------------------------------------------------------------------------------------

Przy okazji pochwalę się kolejną współpracą, którą miałam okazję nawiązać za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie :-)

Do testów otrzymałam dwa masła do ciała firmy Paloma Body Spa. Produkty jak i sama firma są mi zupełnie obce i z przyjemnością przekonam się czy warto w nie zainwestować na własną rękę.


Macie jakieś doświadczenia kosmetykami tej firmy?


Pozdrawiam serdecznie!
bG

sobota, 12 maja 2012

Recenzja: ALTERRA, olejek do masażu migdały i papaja.

Witajcie :-)
Dziś napomknę kilka słów o dobrze znanym i lubianym olejku, którym będzie...


ALTERRA, olejek do masażu migdały i papaja; 100ml; 13-14zł.


Dobroczynna, odprężająca pielęgnacja.
Każda skóra zasługuje na indywidualną pielęgnację. Olejek do masażu Alterra został opracowany specjalnie do dobroczynnego, regenerującego masażu wspomagającego ukrwienie i zapobiegającego napięciom mięśni. Wartościowe połączenie olejku migdałowego, wyciągu z papai oraz oleju z pestek winogron rozpieszcza skórę. Olej sezamowy* i olej z jojoby* dostarczają wyjątkowo intensywnej pielęgnacji i pozwalają jednocześnie zachować elastyczność skóry. Olejek do masażu Alterra łatwo się wchłania. Ciepły, owocowy zapach ożywia zmysły.

*z kontrolowanej biologicznie uprawy

Skład: Glycine Soja Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Zea Mays Germ Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Triticum Vulgare Germ Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Carica Papaya Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Persea Gratissima Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Parfum, Limonene, Tocopherol, Linalool, Geraniol, Helianthus Annuus Seed Oil, Citral, Citronellol, Farnesol.


Moja opinia:
Olejek ten kupiłam na początku roku po wielu pochlebnych recenzjach i zachwytach. Jednocześnie zachwycona byłam rewelacyjnym składem i stosunkowo niską ceną jak na tak naturalny produkt. I co z tego wynikło? Praktycznie same pozytywy :-)
Olejek ma cudowny zapach! Jest on słodki, intensywny i naturalny. W moim odczuciu nie jest on męczący. Dość długo utrzymuje się on na skórze. Olejek wchłania się stosunkowo szybko i właśnie to w nim lubię! Dobrze nawilża skórę, która jest po nim bardziej elastyczna. Nie jest tłuściochem! :-) - więc nie ma obaw, że zabrudzi i otłuści wszystko dookoła. Zostawia na skórze delikatną warstwę, ale nie jest ona w żadnym wypadku nieprzyjemna. Wydajność jest taka sobie. Nie używam go codziennie, ale kiedy już po niego sięgam to widzę znaczący ubytek.

Do czego go używam?

Po pierwsze do kąpieli. Dolewam odrobinę do wody, żeby skóra zbyt mocno się nie przesuszyła. Działa on wtedy ochronnie i jednocześnie nawilżająco. Po takiej kąpieli nie czuję obowiązku smarowania się balsamem, nie czuję żadnego ściągnięcia skóry. Pozostaje jedynie pięknie pachnące i nawilżone ciało :-)
Po drugie - do masażu. Delikatnego oczywiście :-) Jak już wspomniałam - olejek ten szybko się wchłania.
Po trzecie - jako dodatek do słabszych (i najlepiej bezzapachowych) balsamów i innych olejów. Tutaj również świetnie spełnia swoją rolę. Jeżeli macie jakiś słabo nawilżający balsam to spróbujcie dodać kilka kropel olejku i zmieszać całość na dłoni. Ja tak czasami robię i widzę dużą różnicę! Czasami mieszam go również z (bezzapachowym) rafinowanym olejem palmowym z nasion (dziękuję Ci jeszcze raz Smyczku :*).

Nie stosuję go natomiast do OCM - moim zdaniem ma do tego zbyt intensywny zapach. Nie używałam go również na włosy.

A czego w nim nie lubię? Moim zdaniem największym i jedynym minusem jest opakowanie!

Co prawda bardzo przyjemne dla oka i ładne, ale mało funkcjonalne. Podczas aplikacji olejek lubi rozlać się po bokach - strasznie tego nie lubię. Przydatnym rozwiązaniem byłaby mniej estetyczna pompka, tak jak w przypadku olejków Alverde. Szklana buteleczka również jest średnim rozwiązaniem... Jeżeli upadnie na podłogę to z olejku nici...

Czy polecam? Tak, tak i jeszcze raz tak! Fantastyczny produkt za niewielkie pieniądze! Przemawia za nim skład, zapach oraz samo działanie!

Oraz fakt, że jest to produkt wegański więc nie może być testowany na zwierzętach! :-)

Znacie olejki Alterra? Lubicie je? A może któryś z nich szczególnie przypadł Wam do gustu?

Pozdrawiam serdecznie!
bG

wtorek, 13 marca 2012

Recenzja: HIPP, oliwka pielęgnacyjna.

Witajcie,
Jak się domyślam - oliwkę Hipp zna już pewnie większość z Was :) Nic w tym dziwnego - jest genialna!

HIPP, oliwka pielęgnacyjna od 1 roku życia; 200ml; 12-13zł.
Skład: Helianthus Annuus Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Tocopherol, Parfum.

Moja opinia:
Opakowanie jest genialne! Świetnie wyprofilowane, z przyjemnego tworzywa i bardzo łatwo utrzymać je w dłoni, nawet mokrej. Dozownik to taki dziubek, dzięki któremu oliwka nie ma praktycznie szans na to by wylać się i otłuścić całe opakowanie.

Zapach ma cudowny! Wyrazisty, a jednocześnie delikatny i przede wszystkim nie jest męczący. Konsystencja oliwki jest trochę lejąca i nie jest tak tłusta jak inne. W skórę wchłania się naprawdę bardzo szybko i bardzo dobrze ją nawilża.
Ma szeroki wachlarz zastosowań!
- Można ją stosować bezpośrednio na ciało.
- Można wlać odrobinę do kąpieli. Stosuję ten trik od niedawna i bardzo go polubiłam. Jest to świetny sposób dla osób, które nie lubią się smarować po kąpieli. Oliwka natłuszcza całe ciało dzięki czemu nie jest wymagane ponowne nakładanie preparatów nawilżających. A jeżeli już się zdecyduję na nasmarowanie ciała - efekt jest piorunujący :)
- Metoda OCM - stosuję ją ja i oliwka Hipp jest moją bazową. Demakijaż jest bardzo dokładny, skóra pięknie nawilżona i rozświetlona. Brak wszelkiego rodzaju niespodzianek!
- Olejowanie włosów - nie używałam do tego akurat tej oliwki, ale wiem, że wiele dziewczyn owszem i są bardzo zadowolone z efektów.
- Dodawanie do balsamów/kremów - czasami pozwalam sobie na dodanie kilku kropel do wybranego mazidła do ciała. Skóra dzięki temu jest jeszcze bardziej nawilżona i wygładzona. Masa taka po jakimś czasie wchłania się całkowicie. Stosuję tę metodę jedynie wieczorami.

Minusów nie znalazłam żadnych! Cena wcale nie jest wygórowana, wydajność w normie jeżeli nie jeszcze lepsza, a skład - cudowny!
Bez dwóch zdań polecam!

Z moich wcześniejszych informacji wynika też, że Hipp nie testuje na zwierzętach. Czy ktoś może to potwierdzić? Ja niestety dzisiaj nie znalazłam tej konkretnej informacji na stronie Hipp, na której do tej pory bazowałam.

Przypominam też o rozdaniu! Można zgłaszać się tylko do dzisiaj! KLIK

Pozdrawiam serdecznie!
bG

wtorek, 24 stycznia 2012

Recenzja: Ziaja, oliwka do masażu antycellulitowa

Witajcie,
Dziś przedstawię Wam kilka słów z mojej strony na temat działania oraz wrażeń z używania oliwki do masażu firmy Ziaja.

Ziaja, oliwka do masażu antycellulitowa, 500ml; ok. 14zł.

Wyszczuplająca oliwka do masażu ciała polecana do codziennego stosowania, również w gabinetach kosmetycznych, fizykoterapeutycznych i w salonach SPA - szczególnie w zabiegach wyszczuplających i antycellulitowych.
Działanie:
- poprawia mikrokrążenie,
- redukuje objawy cellulitu,
- skutecznie zapobiega wiotczeniu skóry,
- ujędrnia, poprawia sprężystość i gładkość naskórka,
- utrzymuje elastyczność na poziomie skóry młodej,
- zapewnia wygodne przeprowadzenie zabiegu masażu,
- nie plami bielizny i jest wydajna w użyciu,
- zawiera energizująco - pomarańczową kompozycję zapachową.
Skład:
Substancje aktywne:
WITAMINA F, WITAMINA E, WITAMINA A, EKSTRAKT Z MIŁORZĘBU JAPOŃSKIEGO
Dokładniejszy skład:
Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Isopropyl Myristate*, Ginko Bilboa Leaf Extract, Ethyl Linoleate, Ethyl Oleate, Ethyl Linolenate, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Linallol, Citral, Citronellol.
* surowiec zaaprobowany przez ECOCERT


Moja opinia:
W pierwszej kolejności jak wiele osób powiadam: by uzyskać gładką i elastyczną skórę należy ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć, dobrze się odżywiać i pić dużo wody! Reszta jest tylko małym uzupełnieniem :)
Jeżeli chodzi o oliwkę to powiem szczerze, że kupując ją oczekiwałam od niej przede wszystkim dobrego nawilżenia i uelastycznienia skóry. Pierwsze wrażenia były dość przeciętne żeby nie mówić, że słabe. Zapach ma okropny. Zapachu cytrusów nie czuć praktycznie wcale, ponieważ na pierwszy plan wychodzi plastik. Coś okropnego! Jeżeli będziecie nosić się z zamiarem kupna tego produktu to radzę Wam najpierw go powąchać, ponieważ możecie się na koniec rozczarować. Sprawa nr 2 to pompka. Jasne, to jest bardzo wygodne rozwiązanie! I dzięki temu butelka się nie klei i nie nabrudzimy w łazience... Ale tylko wtedy gdy asekuracyjnie ręką będziemy zasłaniać dokładnie sam dozownik! Kilka razy oliwka strzeliła mi dosłownie na metr odległości, bo zapomniałam zasłonić ręką sam otwór. Jest ona bardzo rzadka więc trzeba na to naprawdę uważać. Duża pojemność samej butli to plus.
A teraz przejdę do szczegółów działania. Oliwka na początku masowania wchłania się bardzo szybko. Czasami nie zdążyłam dobrze pomasować skóry i już jej praktycznie nie było. Jednak następne porcje mogą się mazać i mazać, a o wchłonięciu nie ma mowy. Mija 20 minut, a tu dalej nic. I tak w nieskończoność :) Zawsze kończyło się tak, że nadmiar musiałam wycierać, bo nie dało się wręcz chodzić. A wrażenia po samym masażu oliwką? Hmmmmm... Raczej przeciętne. Skóra oczywiście wydaje się być bardziej nawilżona i gładka (ale czy nie przez parafinę? ;)) Sprawa druga jest już mniej przyjemna, ponieważ skóra zaczyna niemiłosiernie swędzieć i kłuć! I żeby było jasne, ja tą oliwką smarowałam tylko uda i pośladki. Do reszty ciała używałam albo oliwki Hipp albo tak jak teraz tej z Alterry, których składy dobrze znacie i wiadomo, że są bardzo zachwalane. One nie powodowały żadnych skutków ubocznych pomimo podobnego stosowania.
Ja na tej oliwce niestety się zawiodłam, zaczynając od zapachu i kończąc na samych efektach stosowania. Niestety zostało mi jej całkiem sporo i powiem szczerze, że nie mam pojęcia co z nią zrobić?? Może używać do smarowania butów?? Podpowiecie coś??

Używałyście tego produktu? Jakie były Wasze wrażenia??

Pozdrawiam serdecznie! :)
bG
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...