piątek, 30 września 2011

Dbamy o ciało NATURALNIE :) - Kąpiel mleczna z miodem

Witajcie :)
Dziś jest piątek, a więc pewnie większość z Was wróciła już do domu po męczącym tygodniu pracy, nauki...
Czemu w takim razie nie pozwolić sobie na błogi relaks z okazji nadchodzącego weekendu? ;)
Mój relaks to półgodzinna kąpiel w mleku z miodem!

Przepis:
Do wanny nalewamy wodę - ja nalewam do około połowy zbiornika. Bardzo ważne jest to, by nie była ona zbyt gorąca, bo mleko może nam się zważyć - najlepiej zdecydować się na taką letnią. 2 litry świeżego mleka podgrzewamy w garnku i w momencie gdy będzie już ciepłe dodajemy około jednej szklanki miodu naturalnego. Ilość miodu w zależności kto co lubi :) Gdy miód się już rozpuści w mleku, całość wlewamy do wanny. Jeżeli nie mamy akurat miodu, możemy zastąpić go dwoma łyżkami oliwy z oliwek.
Proste, prawda?
Ale ileż przyjemności poleżeć w takiej pachnącej mlekiem wodzie!

Taka kąpiel działa na naszą skórę odżywczo i nawilżająco, a mleko bogate jest w proteiny i witaminy, które wchłania nasza skóra.
Dodatkową zaletą takiej kąpieli jest również łatwość wykonania oraz cena.

Należy pamiętać, by wybierać mleko świeże, nie UHT. Miód również musi być naturalny! Sztuczny nie ma prawa wstępu :)

Jeżeli myślicie, że taka kąpiel jest trochę jałowa i mało atrakcyjna, to popatrzcie tylko jaką naturalną pianę można wytworzyć z mleczka :) Jeżeli macie wannę z hydromasażem to musicie uważać żeby nie wypłynęła ona na podłogę ;) Naprawdę! :)

A jak Wy relaksujecie się po ciężkim tygodniu?

Pozdrawiam!

RECENZJA: Essence, zestaw do stylizacji brwi; KOBO Professional kredka do brwi do

Witajcie,
Dziś przedstawię swoją opinię na temat moich dwóch pomocników do podkreślania brwi.

Brwi zaczęłam podkreślać stosunkowo niedawno, jakieś kilka miesięcy temu. Skłoniła mnie do tego chęć ich uporządkowania i podkreślenia koloru. Henna to zabawa nie dla mnie. Jestem trochę takim małym tchórzem i nie wyobrażam sobie co bym zrobiła gdyby okazało się, że zamiast brązowych zrobiłam sobie czarne ozdóbki wokół oczu. Ale mniejsza z tym, przejdźmy do rzeczy :)

KOBO Professional, brązowa kredka do podkreślania brwi, 12zł.
Słowo producenta:
Bogata formuła z witaminą E i woskiem pszczelim doskonale podkreśla brwi, poprawia ich strukturę i kolor. Nie rozmazuje się. Opakowanie zawiera w nasadce temperówkę, która ułatwi codzienne użytkowanie.

Moja opinia:

Nic dodać, nic ująć. Nie mam żadnych zastrzeżeń jeżeli chodzi o zapewnienia producenta. Kredka jest bardzo przyjemna w użytkowaniu. Można w bardzo łatwy sposób podkreślić nią brwi. Utrzymuje się cały dzień, nie blednie. Trochę może ścierać się poprzez dotykanie, ale jeżeli ktoś nie ma z tym problemu i nie łapie się co chwilę za brwi to będzie z niej zadowolony :) Dodatkowo dzięki zawartości wosku pszczelego możemy je trochę uporządkować i nadać im kierunek, którego powinny się "trzymać". Są dzięki temu ładnie uformowane i w żaden sposób nie buntują się. Temperówka jak najbardziej na plus! Działa i to jest najważniejsze! Z pewnością jeżeli mi się skończy to kupię następną. Myślę jednak, że bardzo długo mi jeszcze posłuży, ponieważ jest wydajna. Dostępne kolory to brązowy i czarny.

Essence, zestaw do stylizacji brwi, 12zł.
Zacznę od opakowania. Kiedy je zobaczyłam, byłam trochę, a nawet bardzo rozczarowana. Cienie mieszczą się w plastikowym opakowaniu. Jest ono tandetne, a co gorsze jest nieporęczne. Aby dobić się do zawartości należy odczepić końcówkę i wygrzebać wszystko z środka. Drugi minus -jeszcze większy- jest za to, że cienie przyklejone są do lichawej i cienkiej plastikowej tacki. Jej jakość naprawdę jest bardzo wątpliwa, pod byle naciskiem może się złamać.
Przechodząc do samej zawartości: w opakowaniu oprócz cieni znajduje jest karteczka z symbolicznym opisem. Są też trzy szablony, które teoretycznie mają na początku ułatwić i wprawić użytkowniczki w aplikacji. Jest to bardzo miłe ze strony firmy, ale uważam, że te szablony są bezużyteczne. W każdym razie do mojego kształtu dopasować się nie chciały, a nawet gdyby były odpowiednie to wcale bym z nich nie korzystała, bo łatwiej mi bez nich.

Następną rzeczą dołączoną do cieni jest mały i skośny pędzelek. Jest on bardzo fajny, sztywny i wygodnie się nim nakłada. Póki co nic złego mi się z nim nie dzieje więc stwierdzam, że fajnie, że go dołączyli.
I teraz czas na najważniejszą zawartość pudełeczka, czyli cienie do brwi. I tutaj jestem naprawdę zachwycona! Są dwa odcienie: jasny brąz i ciemny brąz. Oba naturalnie wyglądają, oba są bardzo trwałe! Utrzymują się cały dzień, poprawki nie są konieczne! Nie osypują się na brwiach i można spokojnie kontrolować nasycenie koloru.
Kupiłam ten zestaw niecały miesiąc temu i od tego czasu używam go codziennie. Ubyło mi go bardzo niewiele i myślę, że będzie mi jeszcze bardzo długo służył! Jeżeli kiedyś mi się skończy to również chętnie sięgnę po niego ponownie :)

Znacie te produkty? Co o nich sądzicie? A może używacie innych kosmetyków do podkreślania brwi?

Pozdrawiam serdecznie :)

niedziela, 25 września 2011

Paznokcie na dziś

Jak widzicie dzisiejszego dnia postawiłam na delikatny kolor. Jest to lakier Catrice Ultimate Nudes nr 030 My Cafe Au Lait At Notre-Dame.
Kiedyś u kogoś zobaczyłam ten kolor i tak mi się spodobał, że postanowiłam go sobie kupić. Decyzji tej nie żałuję. Uważam, że na tę porę roku jest to idealny odcień.
Konsystencja lakieru jest całkiem niezła, pędzelek wygodny w użyciu - dość szeroki. Ja do uzyskania fajnego pokrycia potrzebuję dwóch warstw, ale powiem szczerze, że czasami mam wrażenie, że trzecia by nie zaszkodziła :) Nie jest to jednak dla mnie problem, bo lakier szybko wysycha. Zauważyłam, że podczas malowania paznokci, nawet gdy nierówno nałożę warstwy lakieru, to on sam w jakiś sposób dociąga te mankamenty i powstaje nawet ładna tafla. Nie jest to często spotykane, przy wielu lakierach trzeba bardzo ostrożnie pociągać pędzelkiem, by paznokcie były ładnie i równo pomalowane. Na moich płytkach utrzymuje się też całkiem długo, bo 4-5 dni. Nakładam go zawsze na moją ukochaną odżywkę, nie używam utwardzaczy.
Cena tego lakieru to 9,99zł za 10ml, dostępny jest w Drogeriach Natura.
Za taką cenę grzechem byłoby go nie kupić :)

Macie jakieś doświadczenia z tymi lakierami? Co o nich sądzicie?

Pozdrawiam serdecznie!

sobota, 24 września 2011

RECENZJA: TOŁPA, regenerujący krem-koncentrat do rąk

Dziś przedstawię Wam mój ulubiony krem do rąk :)

Słowo producenta:
Planet of NATURE to gama przyjaznych naturze kosmetyków , stworzona w trosce o piękno i zdrowie Twojej skóry oraz dobro Naszej Planety. Naturalne ekstrakty roślinne, ekologiczny torf TOŁPA, brak alergenów i sztucznych barwników, testy dermatologiczne, komfortowe formuły produktów oraz opakowania poddawane recyklingowi tworzą wyjątkowo bezpieczną i skuteczną ekopielęgnację, która sprawi Ci niezapomnianą, zmysłową przyjemność.

Krem o aksamitnej konsystencji przeznaczony jest do pielęgnacji wrażliwej, suchej i zniszczonej skóry dłoni. Doskonale regeneruje i odżywia. Zapewnia optymalny poziom nawilżenia. Wygładza i uelastycznia skórę rąk oraz chroni ją przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych.

Zregeneruj skórę dłoni i spraw, by była idealnie gładka. Dzięki naturalnym ekstraktom roślinnym krem-koncentrat dogłębnie zregeneruje, odżywi, nawilży i odnowi skórę rąk. Stosując go codziennie Twoje dłonie odzyskają gładkość, witalność, miękkość i elastyczność.

Sposób użycia: Wmasuj krem w skórę rąk po każdym umyciu bądź gdy poczujesz dyskomfort. Możesz go również stosować jako intensywnie regenerującą maskę - nałóż grubszą warstwę i pozostaw na noc.

skóra wrażliwa, sucha i zniszczona
Składniki roślinne: torf TOŁPA, olej palmowy, masło shea, alantoina

koszt 10-11zł, 75ml

Moja opinia:
Już od pierwszego użycia bardzo polubiłam ten produkt. Jest on gęsty, ale jednocześnie lekki. Kropla wielkości ziarnka grochu wystarczy, by wysmarować całe dłonie. Krem przepięknie pachnie, moim zdaniem jest to zapach lekko kwiatowy, z przyjemnością po niego sięgam. Daję mu duży plus za to, że na dłoniach nie pozostawia tłustej warstwy. Wchłania się momentalnie! Przez chwilę można mieć wrażenie, że ręce są lekko wilgotne i śliskie, ale zaraz to mija. Bardzo dobrze nawilża już od pierwszej chwili, odżywia i wygładza skórę dłoni. Chyba nie miałam jeszcze produktu do rąk, z którego byłabym zadowolona tak jak z tego koncentratu. Używam go razem z chłopakiem już od około miesiąca i ubyła niecała połowa - jest więc wydajny. Na opakowaniu jest napisane, że należy smarować dłonie po każdym umyciu lub gdy tylko poczuje się dyskomfort. Ja nie muszę tego robić tak często. Jest to tak dobrze nawilżający krem, że wystarczy nim posmarować ręce jeden raz w ciągu dnia i wieczorem. W zupełności mi to wystarcza.
Opakowanie również jest bardzo fajne. Prosta, niebanalna tubka, z której bardzo łatwo nabrać tyle produktu ile tylko potrzebujemy. Chętnie zakupię go ponownie!
Polecam go szczególnie osobom, mającym suche i szorstkie dłonie, które potrzebują pomocy.
Znacie już ten koncentrat?

Pozdrawiam serdecznie! :)

środa, 21 września 2011

RECENZJA: The Face Shop, Black Head - dla osób o mocnych nerwach :))

Już jakiś czas temu kilkakrotnie miałam okazję natknąć się tę maseczkę i jej recenzje wraz ze zdjęciami. Wśród jej użytkowników były zarówno bardzo dobre opinie, ale spotkałam również kilka negatywów.
Maseczka ta ma za zadanie oczyścić nam pory z wszelkich zanieczyszczeń oraz rozpuścić i pozbyć się powstałych wągrów.


Sposób użycia: nałóż dosyć grubą warstwę na nos. Odczekaj 10-15 minut po czym delikatnie oderwij maseczkę od nosa. Następnie umyj nos letnią wodą.

Muszę przyznać, że ja trzymałam maseczkę dłużej niż jest to zalecane, bo ok.godziny. Chciałam żeby była dobrze zeschnięta i lepiej zadziałała, dlatego zdecydowałam się na to ryzyko. Nic mi się na szczęście złego nie stało, twarz nie została wypalona :)
Jak już kilkakrotnie wspomniałam, przy nosie lekko przetłuszcza mi się skóra i mam skłonności do lekko rozszerzonych porów. A w porach wiadomo - zawsze zbierają się jakieś zanieczyszczenia, co później skutkuje zaskórnikami i tym podobnymi historiami. Kosmetykami do codziennej pielęgnacji też nie sposób dokładnie oczyścić wszystkich zakamarków więc jedynym wyjściem była dla mnie ta maseczka.
Razem ze mną testowały ją jeszcze dwie osoby i każda była usatysfakcjonowana z działania tego produktu! Ona naprawdę dosłownie wyjmuje wszystkie nasze niedoskonałości ze skóry, mam tu na myśli oczywiście wągry. Nawet te, które nie są widoczne gołym okiem! Poza tym skóra po jej zdjęciu jest gładka i widać różnicę "przed i po".

Sama konsystencja i nakładanie nie jest aż takie złe. Jest to oczywiście specyfik, który bardzo się klei, ale można spokojnie nakładać go bezpośrednio z tubki i wtedy nie ma problemu. Palcami raczej nie polecam, bo później ciężko je zmyć i trzeba czekać aż maska zastygnie. Nie polecam nakładania na całą twarz, gdyż jej ściąganie nie należy do najprzyjemniejszych doznań i może boleć przy delikatniejszych partiach twarzy. Najlepiej stosować ją na nos i okolice, ewentualnie jeżeli ktoś musi - na brodę i czoło. Przez chwilę od aplikacji możemy odczuć bardzo delikatne szczypanie w oczy, ale po minucie czy dwóch ustępuje to.
Co do wydajności to ciężko mi stwierdzić jak dokładnie jest. W tej chwili moja tubka jest po pięciu aplikacjach na nos i okolice i ubyło jej ok 1/3 z tubki. Stosować można ją podobno nie częściej niż raz na tydzień więc jestem pewna, że na jakiś czas wystarczy :)
Myślę, że naprawdę warto w nią zainwestować. Jeżeli macie problemy z cerą, czy widzicie jakieś zaskórniki, wągry to się długo nie zastanawiajcie. Ja swoją zakupiłam na allegro. Są one dostępne w cenach 25-28zł plus przesyłka. Jeżeli jest to dla Was trochę za dużo to na eBay-u możecie ją kupić chyba już za około 15zł.
A teraz gwóźdź programu w powiększeniu :))

Ten produkt naprawdę zasługuje na uwagę! Zdecydowanie polecam!

Skusicie się?

Pozdrawiam serdecznie :)

RECENZJA: BaBeauty masła do ciała AFRYKA i AZJA

Idąc za ciosem zdam dziś relację z moich wrażeń dotyczących kolejnych produktów BeBeauty dostępnych w Biedronce. Przeczytałam wiele pozytywnych recenzji dotyczących tych masełek więc postanowiłam zaryzykować i ja kupując dwie sztuki za około 5,50zł. Są to:

Odżywcze masło do ciała z ekstraktem z passiflory - AFRYKA

"Zmysłowe kremowe masło do pielęgnacji ciała odżywia oraz intensywnie nawilża skórę, pobudza wyobraźnię, wyzwala czyste i głębokie uczucia. Otula ciało zapachem bergamotki przywołującym emocje towarzyszące ekscytującej podróży przez Afrykę. Regularne stosowanie masła pozostawia skórę miękką i jedwabiście gładką. Mieszanina drogocennych aromatów zapewnia doskonałe samopoczucie.
Ekstrakt z passiflory odżywia i nawilża skórę. Ekstrakt z orzechów kola stymuluje mikrokrążenie, działa rewitalizująco."


Z tych dwóch produktów gdybym miała wskazać mojego faworyta, byłaby to właśnie Afryka. Ma bardzo ciekawy, orientalny, mocny aczkolwiek duszący zapach. Z reguły takie mocne aromaty mnie odpychają, ale z tym jest trochę inaczej. Poza tym jakąś chwilę po nasmarowaniu ciała zapach zaczyna się ulatniać, ale mimo to cały czas jest wyczuwalny - nawet na drugi dzień! Skóra jest dobrze nawilżona, przyjemna w dotyku. Konsystencja gęstego kremu. Zanim masło się całkowicie wchłonie trzeba odczekać dobrych kilka minut. Należy uważać też z nakładaną ilością, bo nadmiar może się po prostu nie wchłonąć. Nie odnotowałam efektu wałkowania się na skórze. Mimo tego, że to masło jest dla mnie lepsze od drugiego, nie kupiłabym go ponownie. Znam wiele innych produktów działających tak samo albo nawet lepiej, których nuty zapachowe bardziej odpowiadają moim oczekiwaniom.

Wygładzające masło do ciała z ekstraktem z bawełny - AZJA


"Kremowe masło do pielęgnacji ciała odżywia i wygładza skórę, przywołuje piękno azjatyckich ogrodów. Otula wyjątkowym, intrygującym zapachem kwiatu lotosu, który uspokaja ciało i pozwala odzyskać wewnętrzną harmonię. Regularne stosowanie masła pozostawia skórę odżywioną i aksamitnie gładką. Mieszanina drogocennych aromatów odpręża, łagodzi stres i likwiduje zmęczenie.
Eliksir z ryżu działa łagodząco, zmiękcza i tonizuje skórę, chroni przed wpływem czynników zewnętrznych. Ekstrakt z bawełny indyjskiej odżywia i nawilża skórę, działa zmiękczająco."


To masło zrobiło na mnie wrażenie, ale tylko na początku. Podczas nakładania na ciało strasznie męczy mnie jego zapach. Jest dla mnie zbyt intensywny, chemiczny, kwiatowy. Można wręcz powiedzieć, że jest drażniący. Owszem, nawilża ciało, ale wałkuje się na mojej skórze, choć nie nakładam bardzo dużych ilości. Następna rzecz, która mi się w nim nie podoba to fakt, że masło to zbiera barwniki z ubrań na skórze! Byłam wręcz zszokowana kiedy zobaczyłam, że na moich nogach są niebieskie placki, które zeszły z dżinsów. A spodnie nie były dopiero co kupione, przeszły kilka prań i nie farbują. Poza tym spodni nie założyłam zaraz po nasmarowaniu ciała, bo zawsze czekam aż produkt się całkowicie wchłonie - inaczej nie czuję się komfortowo. Sprawdziłam czy taki sam efekt będzie z Afryką i nie było go. Myślę, że jest to spowodowane tym, że Azja się na mnie wałkuje, a Afryka nie. Czy kupiłabym ponownie? Zdecydowanie nie. Myślę, że ciężko będzie mi skończyć nawet to opakowanie.

Oba masła mają dla mnie wspólny minus - oczywistość. Ostatnio, kiedy byłam na zakupach przeszła obok mnie kobieta, od której wyczułam mocny zapach Azji. Osobiście uważam to za wadę. Nie chciałabym być dla kogoś przewidywalna w ten sposób. Wolę nutkę tajemniczości. Lubię ładnie pachnieć, czy to perfumami, czy balsamem. Ale nie chciałabym żeby każdy wiedział co to jest. Mam to samo w drugą stronę. Jeżeli ktoś pachnie czymś naprawdę pięknie to staram się dojść sama do tego lub zbliżonego zapachu. Nie lubię tak dosłownych oczywistości...

A jakie są Wasze doświadczenia z tymi masełkami?

Pozdrawiam serdecznie!

wtorek, 20 września 2011

RECENZJA: Be Beauty maseczki do twarzy

Dziś napiszę kilka słów na temat maseczek do twarzy, które zakupiłam pół roku temu. Będą to maseczki Be Beauty, dostępne w Biedronce. Ceny niestety nie pamiętam, ale myślę, że było to coś koło 6zł za sztukę. Nie mam też niestety pojęcia czy można je jeszcze dostać, ale wydaje mi się, że całkiem niedawno je widziałam.

Z lewej maseczka nawilżająca, z prawej oczyszczająca

BeBeauty maseczka nawilżająca, głęboko regenerująca, 50ml
Słowo producenta:

"Intensywnie nawilżająca maseczka polecana po 20 roku życia, do pielęgnacji wszystkich typów cery, a w szczególności odwodnionej i przesuszonej. Zawiera wyciąg z liści aloesu zapewniający głębokie i długotrwałe nawilżenie skóry, a także kompleks witamin A-E-F-B6 o właściwościach uelastyczniających, wygładzających i odżywczych. Dodatkowo aktywne cząsteczki zbożowe łagodzą podrażnienia oraz skutecznie regenerują cerę przywracając jej miękkość i zdrowy koloryt. Na twarz, szyję i dekolt."

Konsystencja maseczki jest trochę jak gęsty krem, ale nie jest "sztywna". Wygodnie się ją nakłada i nie spływa z twarzy. Zapach też jest przyzwoity. Używałam jej razem z moim chłopakiem i niestety nie byliśmy z niej zadowoleni. Zaczynając od plusów - rzeczywiście skóra była nawilżona, czy nawet natłuszczona. Myślę jednak, że całe to nawilżenie nie ma żadnego znaczenia w momencie gdy dostajemy uczulenie. Zapewne to cudo nas zapchało i dlatego skończyło się to wypryskami na twarzy. A takowe niestety z mojej twarzy nie znikają w jeden dzień i muszę się z nimi męczyć.
Więc biorąc pod uwagę nasze wspólne doświadczenia z tym produktem, muszę go niestety odradzić. Nie warto ryzykować cery.

BeBeauty maseczka oczyszczająca, zmniejszająca rozszerzone pory, 50ml
Słowo producenta:

"Głęboko oczyszczająca maseczka przeznaczona dla osób w każdym wieku, do specjalnej pielęgnacji cery tłustej i mieszanej. Zawiera glinkę krzemową i minerały, które redukują nadmiar łoju i zapobiegają błyszczeniu się skóry. Ponadto oczyszczają i zwężają pory, usuwają toksyny, a także koją podrażnienia i zaczerwienienia. Maseczka spowalnia starzenie, a także zapewnia skórze odpowiednie nawilżenie. Pozostawia cerę zdrową, odświeżoną i aksamitnie gładką. Na twarz."

Stosuję ją jedynie na okolice nosa, bo w tym miejscu delikatnie przetłuszcza mi się skóra, a pory mają tendencję do rozszerzania się. Ta maseczka jest znacznie lepsza od swojej poprzedniczki i dużo chętniej po nią sięgam. Nie znaczy to jednak, że nie ma od niej lepszych.
Konsystencja jest całkiem ok, po nałożeniu odpowiedniej ilości nie spływa z twarzy. Zapach również nie jest zły, powiedziałabym raczej, że typowy dla maski z glinką. Po zalecanym czasie trzymania delikatnie ona gęstnieje - wysusza się i żeby zrobić delikatny masaż twarzy muszę na dłoń nabrać odrobinę wody. Przez takie rozcieńczenie łatwiej ją również później zmyć z buzi. Chociaż u mnie i tak to chwilę czasu zajmuje, ale ja już tak mam :) Jeżeli chodzi o działanie tej maseczki to ja zauważyłam małe efekty. Nie są one jakieś spektakularne, ale i tak wiele od niej nie oczekiwałam. Posmarowana skóra jest delikatna i przyjemna w dotyku, nawet trochę nawilżona. Pory są odrobinę zwężone i wyglądają lepiej niż przed zabiegiem. Ale nadal są widoczne. Nie mam pojęcia czy zadziałała oczyszczająco czy nie. Zaraz po wysuszeniu twarzy skóra była dość matowa, jednak po chwili wszystko wróciło do stanu normalnego. Na szczęście mimo delikatnego przetłuszczania się okolic nosa moja skóra nie ma tendencji do świecenia. Zaczerwienień nie miewam więc też nie wiem jak na nie działa. Maseczka mnie nie uczuliła.
Nie zakupię jej ponownie, a jeżeli będę czuła potrzebę posiadania czegoś w tym kierunku zdecyduję się na coś innego. Nie znaczy to jednak, że jest zła. Określam ją jako przeciętny produkt - można mieć, ale nie trzeba.

A Wy miałyście jakieś doświadczenia z tymi produktami? Jak sprawdziły się u Was?

Pozdrawiam serdecznie!

sobota, 17 września 2011

RECENZJA: krem Linoderm Omega "Ziołolek"

Dziś kilka słów na temat jednego z moich ulubionych i niezbędnych wręcz kremów.
Jest to Linoderm Omega firmy Ziołolek.

Dawno temu miałam bardzo duże problemy z cerą. Skóra ekstremalnie przesuszona, efekt kaszki na twarzy. Wiem, to naprawdę brzmi okropnie. I okropne to było... Każda próba posmarowania buzi innym kremem niż klasycznym Nivea kończył się łzami w oczach i dawką cierpienia. Każde smarowanie twarzy bolało mnie tak, jakbym miała poranioną twarz i w te ranki ktoś wpuszczał jakiś kwas. Do tej pory nie wiem od czego to miałam. Podejrzewam, że coś mnie uczuliło. W każdym razie męczyłam się z tym około pół roku. Wizyty u dermatologów i innych lekarzy nie przynosiły specjalnych efektów. Jednak pewnego razu kiedy poszłam na kontrolę wpadła mi w ręce ulotka tego kremu. Postanowiłam go kupić.

Oto informacje w przybliżeniu, które mnie tak bardzo zachęciły do zakupu kremu:
Linoderm Omega jest nowoczesnym kosmeceutykiem. W efekcie stosowania kremu zostaje odbudowana naturalna bariera hydrolipidowa skóry, co prowadzi do właściwego jej nawilżenia i natłuszczenia. Właściwie pielęgnowana sucha skóra sprawia dużo mniej kłopotów, mniej swędzi, rzadziej ulega podrażnieniom i dużo rzadziej wymaga leczenia dermatologicznego.
Krem posiada właściwości: pielęgnujące, silnie nawilżające i natłuszczające suchą skórę także u osób ze skłonnością do alergii.
Przebadany dermatologicznie. Nie zawiera kompozycji zapachowej.

Wskazania do stosowania:
- pielęgnacja suchej skóry, także w przebiegu atopowego zapalenia skóry,
- sucha i bardzo wrażliwa skóra osób zdrowych, także niemowląt i dzieci,
- sucha skóra osób w wieku podeszłym,
- pielęgnacja skóry po stosowaniu kortykosteroidów i leków wysuszających skórę.


Poszłam do apteki i zakupu dokonałam. Wyobraźcie sobie jaka była moja radość kiedy po pierwszym użyciu nie odczułam żadnego bólu, a po kilku dniach stan mojej cery zaczął się poprawiać! Krem okazał się strzałem w dziesiątkę! Jest naprawdę delikatny, natłuszcza i jest bezzapachowy - chociaż ja jak się uprę to odczuwam woń orzechów :) Nie wiem czy jest sens rozpisywać się o tym kremie. Powiem tak - wszystko o czym zapewniał producent jest prawdą! A ja od tamtego momentu zawsze mam ten krem w domu w razie potrzeby. Co więcej, bardzo lubię go stosować pod makijaż :) Jego konsystencja jest dość gęsta i sam krem jest wydajny. Stosuję go niemal codziennie i jest to dla mnie tak przyjemne, że mam ochotę wysmarować się nim cała. Polecam go delikatnym i wybrednym buziom! Po tym kremie nie ma absolutnie żadnych niespodzianek na twarzy!
Cena kremu waha się w okolicach 14-16zł za 50ml, a dostępny jest on tylko w aptekach

piątek, 16 września 2011

RECENZJA: Catrice gel eyeliner; Essecne pędzelek do eyelinera w żelu

Witam :)
Dziś powiem Wam kilka słów na temat mojego małego zestawu do robienia kresek.

CATRICE GEL EYELINER
Posiadam kolor czarny. Zakupiłam go ok 4 miesiące temu pod wpływem impulsu. Zawsze używałam zestawów do kresek w płynie, ze standardowym aplikatorem, jednak postanowiłam coś zmienić.
Słoiczek zawiera 4g produktu. Konsystencja jest gęsta i kremowa. Bardzo dobrze nakłada się go na pędzelek, jednak trzeba uważać, by nie przesadzić z ilością. Odrobina produktu w zupełności wystarczy by wykonać ładną i zdrową kreskę. Jeżeli chodzi o trwałość to też nie jest źle. Kreska wytrzymuje praktycznie cały dzień bez żadnego uszczerbku. Jednak czasami zdarzało się, że odbijała się ona na górnej powiece. Myślę, że jest to jednak kwestia dobrego przygotowania okolic oka do wykonania takiego makijażu. Większych uwag nie mam co do tego produktu. Ilość jest na tyle duża, że wystarczy na wieki. A ważność produktu określona jest na 6 miesięcy od otwarcia. Ja mam go tak jak napisałam na początku - ok 4 miesiące i od tamtego momentu ani mi nie wysycha, ani nie pęka. Jest w takim stanie, w jakim był na początku. Jest również bardzo, ale to bardzo wydajny! Ja używam go niemal codziennie, biorę tyle ile mi potrzeba żeby bez sensu nie mazać produktu na lewo i prawo, a prawie nic mi nie ubyło! Cena również jest bardzo atrakcyjna: 15,99zł :) Uważam, że jest warty polecenia!

ESSENCE pędzelek do eyelinera


Jest to mój jedyny pędzelek do kresek i nie mam potrzeby szukać następnego. Jak dla mnie ma on same plusy. Jest bardzo wygodny podczas aplikacji, ma dobrze skrojone i przymocowane włosie, które trzyma się swojego miejsca i nie wygina się ani nie wypada.



Jest bardzo stabilny i przede wszystkim pozwala na precyzyjne wykonanie kreski na powiece. Można dzięki niemu wykonać wszelkiego rodzaju kreski. I grubsze i cieńsze, można je ładnie wywijać przy końcu. Nauczyłam się tego fachu dopiero z tym pędzelkiem. Przy tych innych aplikatorach było to dla mnie nieosiągalne, zawsze trzęsła mi się ręka i ostatecznie stawiałam na zwykłe kreski. Ten pędzelek ma tak sztywną linię włosia, że bez problemu nawet początkująca osoba może delikatnie odciskać nim sobie kolejno linię, a później zgrabnie ją połączyć. Jest to dziecinnie proste.
Na tym zdjęciu przedstawiłam kilka grubości jakie można osiągnąć dzięki temu pędzelkowi. Nie są one idealnie proste, ale chodziło mi tutaj przede wszystkim o grubość. Przy oku staram się dużo bardziej ;)

Koszt pędzelka to jeżeli się nie mylę coś koło 7zł. Zdecydowanie polecam!

czwartek, 15 września 2011

RECENZJA: VIPERA wielofunkcyjny preparat 3 W 1 COMPLEX

Słowo producenta:
Vipera wielofunkcyjny preparat 3 w 1 Vipera „Compex plus 3 in 1” przeznaczony jest dla osób, które chcą zaoszczędzić czas. Dzięki swoim właściwościom ten magiczny specyfik zastąpi odżywkę, podkład pod lakier oraz nabłyszczacz. Regularne stosowanie preparatu zapewni świeży, zdrowy wygląd paznokci oraz sprawi, że Twoje dłonie i stopy będą zawsze zachwycały swym pięknem.


Skład
Metionina - wzmacnia i utwardza płytkę

Przeznaczona dla paznokci
Rozdwajających się
Wyszczerbionych
Pomalowanych
Zmatowiałych
Zaatakowanych bakterią
Wolno rosnących

Stosowanie
Bezpośrednio na płytkę paznokcia
Pełni rolę odżywki
Pełni rolę podkładu pod lakier. Zwiększa jego przyczepność, co wpływa korzystnie na trwałość manikiuru
Bezpośrednio na lakier - zwiększa połysk i twardość lakieru , którym pomalowałyśmy paznokcie oraz uodparnia go przed ścieraniem


Moja opinia:

Powyżej przedstawiłam słowo w słowo zapewnienia producenta. Uważam, że te słowa nie mają pokrycia w rzeczywistości, a nawet pozwolę sobie stwierdzić, że są przedstawione na odwrót.
Po pierwsze produkt ten miał rozwiązać problemy zniszczonych i rozdwajających się paznokci - nie rozwiązał ich nawet w części.
Po drugie lakier na tej bazie miał się trzymać dłużej - nie trzymał się, było tak jak bez tej odżywki.
Po trzecie paznokcie miały być piękne, błyszczące i zdrowe. No i co ja mam tutaj napisać?? Przez tego bubla miałam zamiast paznokci dziesięć sucharków, z których zaczynała schodzić wierzchnia warstwa paznokcia. Dokładnie w taki sposób, w jaki schodzą niektóre lakiery do paznokci. DRAMAT, DRAMAT, DRAMAT!! Żywcem mogłam sobie zrywać cienką i suchą warstewkę :( Moje paznokcie były ekstremalnie przesuszone.
Stosowałam ten preparat około trzech tygodni i to wystarczyło żeby później całą kurację powtarzać od nowa z innym produktem. Nie polecam nikomu.
Żeby nie było aż tak gorzko to powiem, że samo nakładanie lakieru i jego konsystencja była ok. Jednak po wyschnięciu na paznokciu tworzyła się trochę matowa i szorstka warstwa.
Na szczęście nie stosowałam tego na stopy, bo wtedy bym miała 20 paznokci do kuracji...
Nie polecam!

Recenzja: L`Biotica, Biovax Latte, Intensywnie regenerująca maseczka odbudowa osłabionych włosów + proteiny mleczne

Dziś chciałabym napisać kilka słów o maseczce do włosów, której od jakiegoś czasu używam.



Słowo producenta:

Działanie
Biovax to gwarancja ZDROWYCH WŁOSÓW !
Dzięki zawartości naturalnych olejów i ekstraktów:

Proteiny mleczne już od starożytności uważane były za eliksir młodości!!! Zawierają duże ilości minerałów, takich jak: potas, wapń, sód, miedź, kobalt, jod, cynk, mangan, chlor, fosfor, witaminy A, D, C, B1, B2 i K oraz białko i kwasy tłuszczowe. Posiadają zdolność naprawiania przerwanych wiązań keratyny, dzięki czemu odbudowują nawet ekstremalnie zniszczoną strukturę włosa.

bez PARABENÓW,
bez SLS (SODIUM LAURYL SULFATE),
bez SLES (SODIUM LAURETH SULFATE),
bez GLICOLU PROPYLENOWEGO.
Substancje te mogą powodować podrażnienia skóry, a nawet stany zapalne. Przyczyniają się do powstawania łupieżu, swędzenia i przesuszenia skóry głowy.
Receptura BIOVAX oparta została o naturalne i bezpieczne substancje aktywne.
Biovax to gwarancja PROFESJONALNEJ PIELĘGNACJI!
Wysoka jakość i skuteczność działania maseczki jest potwierdzona przez Mistrza Świata Fryzjerstwa Artystycznego.

Efekty na włosach:
mocne, zdrowe włosy,
zmniejszona łamliwość,
zadbane, nierozdwojone końcówki,
jedwabisty połysk.

Sposób użycia
Na umytych, osuszonych ręcznikiem włosach, należy równomiernie rozprowadzić odpowiednią ilość MASECZKI WAX (ok. 1 łyżki na średniej długości włosy). Następnie dokładnie wmasować produkt we włosy i skórę głowy. Pozostawić na około 15-30 minut. W celu uzyskania właściwego efektu zalecamy owinąć włosy ciepłym ręcznikiem lub pozostać podczas zabiegu w ciepłej kąpieli albo saunie. Po upływie wskazanego czasu należy dokładnie spłukać włosy ciepłą wodą. Zabieg należy powtarzać co 3-5 dni do uzyskania widocznej poprawy. Aby zapewnić stały efekt zdrowych, lśniących i sprężystych włosów maseczką powinno się stosować raz w tygodniu.

Wskazania
Intensywnie regenerująca maseczka Biovax opracowana została przez specjalistów w celu zagwarantowania Twoim osłabionym włosom jak najlepszej kondycji.


Moja opinia:

Zaczynając od podstaw: maseczka jest w bardzo wygodnym opakowaniu, z którego bez problemu można nabrać wystarczającą ilość produktu. Pokrywka pozwala na szczelne zamknięcie. Zapach maski należy do moich ulubionych, jest przepysznie mleczny i słodkawy.
Sposób używania zalecany przez producenta w 100% mi odpowiada :) Maskę nakłada się na włosy, należy wmasować również w skórę głowy, założyć czepek foliowy i można spokojnie pławić się w wodzie przez kolejnych 20 minut. Na sam koniec trzeba oczywiście ją spłukać. Dla mnie bomba :) Dodatkowo można ją stosować co 3-5 dni, a to oznacza, że w moim przypadku przy każdym myciu głowy. Uważam, że jest to bardzo wygodne. Zawsze denerwowało mnie to, że trzeba było uważać, by nie wmasować odżywki czy maski w skórę głowy. A poza tym zdecydowanie bardziej lubię maski, bo mają lepsze działanie niż odżywki. Niestety w przypadku większości masek nie jest wskazane zbyt częste używanie, dlatego moja radość przy tej jest podwójna. Stosowanie jej co 3-5 dni jest dla mnie idealne :)
Przechodząc do działania muszę wspomnieć od razu, że ja zauważam różnicę już w momencie kiedy spłukuję głowę. Jeżeli włosy są gładkie i elastyczne to wiem, że jest to produkt, którego mi potrzeba. Tak jest i w tym przypadku. Ogólnie w chwili wmasowania można odpłynąć przez sam zapach, który wszędzie się unosi. W widoczny sposób zmiękcza ona włosy, które są później naprawdę bardzo delikatne i miłe w dotyku. Czasami gdy sięgałam po nieodpowiedni produkt w postaci maski lub odżywki, podczas spłukiwania włosy były strasznie sianowate i szorstkie - mimo, że zawsze chodziło o odżywienie, zregenerowanie i wygładzenie! Dlatego tak ważny jest dla mnie moment gdy spłukuję włosy czystą wodą. Co więcej, mój ukochany chłopak również zauważył jeszcze większą różnicę w moich włosach! Ogólnie rzecz biorąc to cały czas je chwali ;) Bo od kiedy trafiłam na produkty idealne dla mnie, moje włosy są w świetnym stanie. Ale teraz określa moją fryzurę mianem "całościowej". I chodzi mu tutaj o to, że wszystkie włosy tworzą całość, współgrają ze sobą. Nie ma czegoś takiego, że każdy żyje sobie swoim życiem ;) Jest to dla mnie naprawdę bardzo miły komplement :)
Jedynym minusem tej maseczki jest niestety cena. Ja swoją kupiłam w promocji za 10,99zł, ale cena regularna waha się od 18-25zł. Trzeba więc szukać tego produktu na promocjach i najlepiej zaopatrzyć się wtedy w kilka sztuk. Ja miałam dodatkowo dołączony do maski czepek i serum wzmacniające - mała saszetka. Jeszcze jej nie wypróbowałam, czekam na odpowiedni moment.
Dodam jeszcze na marginesie, że ja mam włosy całkowicie naturalne, bez żadnych farb czy trwałej ondulacji. Mimo to uważam, że ta maska może przynieść ulgę również włoskom po przejściach!

Pozdrawiam ciepło :)

sobota, 10 września 2011

Recenzja Eveline 8w1 Total Action

Dziś przedstawię Wam moją ulubioną, ukochaną i najlepszą pod słońcem odżywkę do paznokci.


Słowo producenta:
PROBLEM: zniszczone, rozdwajające się, cienkie, miękkie, kruche, łamliwe, matowe, o nierównej powierzchni paznokcie.
Rewolucyjna i unikalna formuła z aktywnym kompleksem Strong Nail wnika w strukturę płytki, dzięki czemu skutecznie ją regeneruje i odbudowuje. Uszczelnia, maksymalnie utwardza oraz pobudza wzrost płytki paznokciowej. Uelastycznia ją, zwiększając odporność na uszkodzenia mechaniczne. Zabezpiecza przed pękaniem, łamaniem i rozdwajaniem. Sprawia, że zniszczone, matowe paznokcie odzyskują gładką powierzchnię i lśniący połysk. Już po 10 dniach kuracji znikną wszelkie problemy, a Ty będziesz się cieszyć pięknymi i zadbanymi paznokciami.
Intensywna kuracja stworzona dla osób o zniszczonych i łamliwych paznokciach oraz przy osłabieniu płytki po usunięciu tipsów.
Sposób użycia: Codziennie nakładaj jedną warstwę preparatu Eveline 8 w 1 na paznokcie. Po czterech dniach zmyj nałożone warstwy i rozpocznij czynność ponownie. Stosuj regularnie, gdyż każda nakładana warstwa dogłębnie wnika w płytkę, zapewniając maksymalne wzmocnienie i utwardzenie płytki.


Moja opinia:
Zaczynając od samego opakowania - strasznie mi się podoba. Już wiele razy powtarzałam - uwielbiam proste rozwiązania! Buteleczka nie jest jakoś udziwniona, sam jej wygląd potrafi ukoić zniszczone paznokcie :) Pędzelek bardzo wygodny w użytkowaniu - nie mam absolutnie zastrzeżeń. Odżywka również ma odpowiednią konsystencję. Bardzo szybko wysycha, nie odpryskuje, nie ścierają się końcówki paznokci. Trzyma się naprawdę bardzo dobrze! Kolor jest mleczny, na początku dosyć neutralny, ale z każdą warstwą kolor się pogłębia.
Działanie: Otóż tutaj muszę wszystkich zawiadomić, że to maleńkie cudeńko poradziło sobie z każdym możliwym problemem moich paznokci! A pierwsze efekty rzeczywiście zauważyłam zmywając trzecią serię zalecanych smarowań, czyli po 12 dniach!
Sama byłam tym zdumiona. Kiedyś nie miałam ładnych paznokci. Jak byłam dużo, dużo młodsza strasznie je obgryzałam. Później się z tego wyleczyłam, ale moje pazurki były strasznie osłabione. Okropnie mi się rozdwajały, nie wspomnę o łamaniu. Byłam tym okropnie zdołowana, miałam przez to kompleksy. Kupowałam tzw cuda na kiju, które miały pomóc moim biednym ogryzkom, ale to było na nic. Wiele pieniędzy poszło niestety w błoto. Ta odżywka w przeciwieństwie do innych kosztuje naprawdę niewiele, bo około 10zł! Jest również bardzo wydajna, bo ja całą buteleczkę zużyłam w 1,5 miesiąca, a stosowałam ją codziennie. Nie ma też problemu, że przy końcówce na dnie zostaje jej dość dużo i nie da się jej zużyć. Ja bez problemu wygrzebałam z niej około 95% całości.
Po nałożeniu warstwy lakieru po kilkunastu minutach można odczuć mrowienie na paznokciach, są one lekko obolałe podczas dotyku. Nie jest to jakoś specjalnie uciążliwe, moim zdaniem jest to nawet przyjemne - ja ten efekt w każdym razie lubię. Myślę, że właśnie w ten sposób możemy odczuć, że składniki odżywki wnikają w strukturę płytki, by ją odżywić i zreperować.
Moje kruche i bardzo delikatne paznokcie niesamowicie się wzmocniły! Teraz są naprawdę twarde i błyszczące! Możecie je zobaczyć w jednym z wcześniejszych postów. Już mi się nie rozdwajają, nie łamią się, a naprawdę były w opłakanym stanie! Odżywkę stosuję zawsze pod lakier do paznokci, chociaż najczęściej tylko nią się maluję. Lakier dobrze się na niej trzyma.
Jeżeli macie jakieś problemy z paznokciami to musicie wypróbować to cudo. Naprawdę nie kosztuje wiele, a jest rewelacyjna! Ja stosowałam ją zgodnie z zaleceniami producenta.
Dodam jeszcze na marginesie, że moje paznokcie rosną dość szybko. Nie wiem czy jest to zasługa odżywki czy też nie. W każdym razie myślę, że zdrowy i zadbany paznokieć ma łatwiej w przypadku wzrostu niż ten kruchy i zniszczony :)

piątek, 9 września 2011

Moje małe, świąteczne szaleństwo ;)

Nie mogłam się powstrzymać i muszę podzielić się z Wami moimi dzisiejszymi nabytkami :) Mam w zupełności czyste sumienie, bo po pierwsze dziś jest Międzynarodowe Święto Urody, a po drugie kupiłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy ;)


Szampon Emolium - jeden dla mnie, jeden dla mojego chłopaka. Używamy tego samego szamponu i razem uważamy, że jest genialny! To jest chyba już piąta moja buteleczka. Koszt to zazwyczaj coś koło 28zł, ale ja znalazłam aptekę niedaleko mnie, która sprzedaje ten szampon za 24,50zł! Trzeba dobrze poszukać, zawsze się znajdzie jakieś korzystniejsze miejsce :)

Eveline 8w1 odżywka do paznokci - moja druga buteleczka. Ta odżywka jest niesamowita! Więcej o niej napiszę w jutrzejszym poście.

Be Beauty - odżywcze masło do ciała z ekstraktem z passiflory i wygładzające masło do ciała z ekstraktem z bawełny.
Tyle naczytałam się dobrego o tych masełkach, że sama postanowiłam je sobie sprawić. Uwielbiam tego typu opakowania, oba produkty mają oryginalne i dość mocne zapachy. Zauważyłam, że są całkiem wydajne :)
Mają konsystencję trochę budyniową, coś dla mnie :)

I na osłodę tego pięknego dnia spośród wszystkich pyszności proponowanych przez panią w cukierni wybrałam dla siebie pyszną babeczkę z malinami :)

Mam nadzieję, że Wam równie miło zleciał dzień :)

Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Urody!

Czemu by nie świętować go w Superpharm? Mają tam wiele wyśmienitych promocji, a dodatkowym wielkim plusem jest możliwość założenia karty LifeStyle! Ja takową posiadam już bardzo długo, ale niestety w mieście, w którym mieszkam nie mogę zaszaleć, gdyż Superpharm tutaj po prostu nie ma :( Ostatnio jednak spędziłam dzień w Krakowie, gdzie mogłam się trochę zrealizować i parę perełek sobie zafundowałam :)

No więc zaczynając od początku :) Tak jak w innych drogeriach gazetki z promocjami wydawane są regularnie i dość często. Myślę również, że są bardziej interesujące niż te konkurencyjne. Dodatkowym atutem są bardzo duże promocje na perfumy! Są one często przecenione od 30-70%! Dlaczego więc przepłacać za tą samą rzecz idąc do typowej perfumerii, mając pod nosem Super-Pharm?
Bardzo opłacalną rzeczą jest założenie karty LifeStyle. Jest to czynność naprawdę szybka, bezbolesna i bezpłatna, która daje nam wiele dodatkowych możliwości. Dzięki niej mamy zniżki na wiele dodatkowych produktów, a jednocześnie zbieramy na niej punkty, które później wymieniamy na nagrody! Grzechem byłoby nie skorzystać z takiej możliwości :) Zakładając taką kartę jednocześnie na stronie tworzy się nam konto, na którym możemy obserwować nasze punkty, przeglądać oferty skierowane dla posiadaczy kart oraz w zakładce "moje kupony" są kupony imienne skierowane bezpośrednio do nas. Drukujemy je, wycinamy i przy kasie pokazujemy razem z wybranym produktem, do którego są przypisane. Tą metodą wyłowiłam kilka dni temu INTENSYWNIE REGENERUJĄCĄ MASECZKĘ BIOVAX z proteinami mlecznymi, która była przeceniona z 19,99 na 10,99zł oraz kilka innych perełek :)))

Obecnie zainteresowały mnie najbardziej dwie promocje:
Słyszałam, że ten krem potrafi czynić cuda! Na szczęście moje rzęsy są w bardzo dobrym stanie, może dlatego, że staram się ich nie malować i są też po kuracji olejkiem rycynowym, ale nie zaszkodzi im dodatkowo pomóc :) Niestety sama będę musiała udać się do typowej apteki i zapłacić typową cenę.

Stosowałam kilka szamponów, najbardziej odpowiadał mi z proteinami mlecznymi. Obecnie stosuję maseczkę i zobaczymy jakie przyniesie efekty po dłuższym czasie. Wstępnie jestem nią zachwycona, bo zalecane stosowanie jej idealnie odpowiada moim nawykom :)

A co Wam wpadło w oko? Będziecie dziś świętować? :)

środa, 7 września 2011

Recenzja cz.2 (Kobo, Essence)

Dziś pod lupę bierzemy następne trzy egzemplarze :)

KOBO Professional cień nr 124 fresh mint


Jest to odcień trochę takiej szpitalnej zieleni. Na samą powiekę nakłada się go bardzo dobrze. Szybko można uzyskać odpowiedni kolor nie nakładając wielu warstw. Nie roluje się, nie osypuje na powiece. U mnie trzyma się bez zarzutu cały dzień. Nakładam go pędzelkiem i jedyny minus to taki, że przy nabieraniu cień w opakowaniu strasznie się prószy i trzeba uważać żeby przez to nie pobrudzić całej kasetki. A swoją drogą - z przyjemnością wypełnię ją następnymi cieniami tej firmy.

KOBO Professional konturówka do ust
"Wodoodporna formuła z wit. E i woskiem pszczelim. Miękki sztyft doskonale obrysowuje kontur ust".

No więc teraz ja się wypowiem :) Konturówka ma śliczny kolor głębokiego różu i zamknięta jest w pięknym opakowaniu. Bardzo cenię sobie to, że jest ona wysuwana. Możemy ją kontrolować i gdy po użyciu wsuniemy ją do środka, nie ma obawy, że złamie się przy ponownym otwieraniu. Sam rysik jest miękki, łatwo można się dzięki temu umalować. Ma bardzo intensywny kolor i już za pierwszym razem można uzyskać odpowiedni efekt (ja zawsze pod konturówkę dodatkowo używam balsam do ust). Mierzy ok 3cm po całkowitym wysunięciu. Nie wiem czy to dużo, czy mało. Dla mnie jest to porcja zdecydowanie wystarczająca. Jedyny minus to taki, że po około 4 godzinach starła mi się część produktu. Nie było jednak jakiegoś nieciekawego efektu - wyglądało to całkiem naturalnie, kolor jedynie miał bledszą barwę.

Essence róż w kremie


Jest to róż z limitowanej serii Ballerina Backstage. Skusiłam się na niego głównie przez opakowanie i kolor. Nie miałam również jeszcze żadnego różu w kremie więc ciekawa byłam jak będzie się on sprawować. Produkt ten występuje w jednym kolorze: 01 prima ballerina. Jest to taki pudrowy odcień różu, bardzo mi się podoba. Sama konsystencja sprawia wrażenie delikatnego masełka. Opakowanie to szklany, malutki słoiczek. Jeżeli ktoś ma długie paznokcie to musi uważać żeby odpowiednio nabrać produkt, bo może wejść pod paznokcie. Na policzkach róż ma bardzo delikatny, ledwie widoczny kolor. Wygodnie się go nakłada i żeby uzyskać bardziej intensywny odcień trzeba położyć kilka warstw. Dzięki niemu uzyskuje się bardzo dziewczęcy efekt. Trzyma się na buzi ok 3 godziny, później mam wrażenie, że trochę blednie. Mimo tego nie żałuję, że go kupiłam. Wręcz jestem z niego zadowolona. Fajny produkt za niewielką cenę!

sobota, 3 września 2011

Szybki manicure dla leniwych :)

Lubię mieć zadbane paznokcie. Dłonie i paznokcie są naszą wizytówką, a ich wygląd mówi wiele o charakterze. Na co dzień preferuję delikatne kolory, najlepiej sprawdza się u mnie odżywka do paznokci, ewentualnie tak jak dzisiaj francuski manicure. W swojej kolekcji posiadam wiele lakierów. Mam całą gamę kolorów, jednak na jednolity, gęsty kolor muszę mieć odpowiedni dzień i ochotę :)

Moje niezbędniki do wykonania na dziś:

Bezacetonowy zmywacz do paznokci Inglot
Geniusz w swojej dziedzinie! Dokładnie zmywa lakier pozostawiając na paznokciu ochronną, lekko tłustą warstwę. Nie wysusza, a używanie go to czysta przyjemność.

Eveline 8w1 skoncentrowana odżywka do paznokci
Następny niezbędnik w mojej kosmetyczce! Kiedyś miałam straszne problemy z paznokciami. Łamały się, rozdwajały... Działo się z nimi wszystko co najgorsze. Od kiedy zaczęłam używać odżywkę Eveline 8w1 moje problemy minęły! Więcej o niej napiszę jednak następnym razem ;)

Eveline Scarlet zestaw dwóch lakierów do paznokci
Kolor biały nie jest matowy lecz błyszczący. Różowy również jest błyszczący, na paznokciu ma bardzo naturalny odcień.
Lakiery mają rzadką konsystencję, nakładając je trzeba uważać żeby nie nabrać ich za dużo. Pędzelek jest wygodny, dosyć długi. Lakiery trzymają się ok 3 dni na moich paznokciach, dosyć szybko schną.

Papierowy pilniczek do paznokci
Używam tylko tego typu pilniczków, delikatnie i bardzo dokładnie można nimi uformować kształt paznokcia. Radzę również piłować paznokcie w jedną stronę, by nie narażać ich na rozdwajanie.

Essence zmywacz do paznokci w pisaku
Zawsze mam go pod ręką. Dobrze można nim poprawić wszystkie niedoskonałości, które nam wychodzą. W zapasie ma 3 końcówki do wymiany. Ma piękny, wiśniowy zapach.

Tak wyglądają moje paznokcie po zmyciu starego lakieru zmywaczem Inglot


Paznokcie pomalowane tą odżywką mają lekko mleczny kolor, pogłębia się on z każdą nałożoną warstwą.


Końcówki paznokci pomalowane białym lakierem Eveline, na koniec jedna warstwa różowego lakieru i gotowe!


Jeżeli nie macie wprawy lub chęci wykonać samemu białe końcówki na paznokciach, możecie zainwestować w naklejki do tego przeznaczone. Są dostępne w różnych kształtach.
Na koniec paznokcie można pomalować warstwą ochronną, utwardzaczem bądź też innym specyfikiem, którego używacie.
Jeżeli jest taka potrzeba, to przed malowaniem należy posmarować skórki wokół paznokci preparatem zmiękczającym, a następnie odsunąć je patyczkiem.

Mój czas wykonania to ok. 10 minut :)

Łup dnia :)

Kobietę uszczęśliwić nie jest trudno, wystarczy wysłać ją na zakupy :) I tak oto wczorajszego popołudnia wpadły do mojej kosmetyczki pewne nowości, o których myślałam już wcześniej. Bardziej obszerne recenzje umieszczę za kilka dni, a tymczasem opowiem Wam jakie są moje pierwsze wrażenia.




Pędzel do podkładu ECOTOOLS
Upatrzyłam go sobie w momencie kiedy pokazywałam Wam pierwsze promocje w Rossmannie. Niestety o cały jeden dzień spóźniłam się i nie dostałam dodatkowo w prezencie pilniczka do paznokci. Ale powiem Wam coś - to nie jest ważne! Po pierwszym teście nowego pędzla jestem w nim totalnie zakochana i za żadne skarby świata go nie oddam!

My Secret puder sypki
"Sypki, lekki puder do zmatowienia cery i wykończenia makijażu. Kryje niedoskonałości cery oraz idealnie łączy się z podkładem jednocześnie go utrwalając". Czy to wszystko jest prawdą powiem Wam wkrótce. Póki co wypróbowałam go wczoraj i wstępnie jestem z niego zadowolona!

KOBO Professional zestaw korektorów
Piękne opakowanie zawiera cztery kolory korektorów polecanych do krycia różnych niedoskonałości. Są one gęste i kremowe.

Essence Ballerina Backstage róż w kremie
Planowałam wybrać inny róż tej marki o bardzo dobrych opiniach, ale niechcący zobaczyłam ten mały słoiczek i zdecydowałam się na niego. Jest to edycja limitowana tego kosmetyku więc później nie miałabym okazji go dostać. On również jest już po pierwszym teście.

Moje spostrzeżenia zamieszczę po weekendzie, dołączę do nich recenzje moich wcześniejszych nabytków. Przez te 2 dni postanowiłam, że będę zapoznawać się z kosmetykami. Myślę, że ten czas wystarczy mi na to, by wyrobić sobie o nich opinię :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu!

piątek, 2 września 2011

Rozczarowanie miesiąca

Avon Naturals - odżywcza mgiełka do włosów 'kwiat wiśni'



Dziś krótko acz treściwie co sądzę na temat wyżej wymienionej mgiełki.

Zapewnienia producenta:
Odżywcza mgiełka do każdego rodzaju włosów o zapachu kwiatu wiśni. Pozostawia włosy odżywione i miękkie w dotyku.

Moje odczucia:
Jako, że jestem fanką wszelkiego rodzaju zapachu wiśni, wręcz go ubóstwiam(!), postanowiłam skusić się na tę odżywkę. I tak na pierwszy rzut nosa :) pachnie naprawdę pięknie. Cały czar pryska jednak w momencie, kiedy spryskujemy nią włosy. Po chwili nie czujemy tego pięknego aromatu prawie wcale, a zaczyna dominować odór alkoholu. Przez jakąś chwilę nie byłam w stanie wejść do łazienki, bo aż mnie bolał nos od tej odżywki. Co do odżywienia włosów prawdę mówiąc nie zauważyłam żadnej różnicy na plus. A mało tego, pozwolę sobie stwierdzić, że zostały one przez nią trochę wysuszone! Nie układały się tak jak trzeba i zaczynały mi się puszyć. Przerwałam jej stosowanie po 2-3 użyciach, wolałam nie ryzykować kondycji moich włosów.
Podsumowując - nie polecam jej, a zwłaszcza tym osobom, które mają delikatne i cienkie włosy. Produkty te mogą nas zmylić pięknymi zapachami i estetycznymi opakowaniami, ale nie ma z nich żadnego pożytku, a może być wręcz przez nie problem.

Jakie Wy macie zdanie na temat odżywek z tej serii?
A może znacie jakąś godną polecania serię kosmetyków o zapachu wiśni?

Pozdrawiam :)

czwartek, 1 września 2011

Recenzja Kobo Proffesional Smooth Base Up (Wygładzająca baza pod podkład)

Witam,
Dziś chcę podzielić się z Wami moimi odczuciami na temat wyżej wymienionej bazy.



Zapewnienia producenta:
Baza pod podkład doskonale wygładza i nawilża skórę, ułatwia rozprowadzenie podkładu oraz przedłuża jego trwałość.
Składniki aktywne:
- hydromani l(kompleks naturalych cząsteczek z roslin Tara) aktywnie nawilża skórę przez 24 h,
- olejek makadami - wyraźnie zmiękcza i uelastycznia naskórek oraz łagodzi podrażnienia i wygładza wysuszoną skórę,
- alantoina regeneruje naskórek i przyspiesza odbudowę skóry,
- kompleks witamin E, C, F tworzy naturalny filtr ochronny na skórze.


Moje odczucia:
Baza rzeczywiście bardzo dobrze nawilża skórę, dobrze współgra z podkładem i jeżeli nie przesadzi się z nałożoną ilością (bazy oczywiście) to może ona przedłużyć nieco trwałość makijażu, korzysta również sama jego jakość. Na plus uważam, że jest również cena. Baza Kobo to koszt 19,90zł. Konsystencja bazy w temperaturze pokojowej pozostawia jednak wiele do życzenia, jest bardzo lejąca, może uciekać między palcami. Ja jednak poradziłam sobie z tym i trzymam ją teraz w lodówce, przez co nabrała bardziej konkretnego wyrazu. Osobiście za minus uważam zapach, który jest taki babciny. Mogę go porównać do szarego mydła. Jednak po nałożeniu na twarz jest on bardziej znośny - uważam, że to kwestia gustu czy komuś on będzie odpowiadać czy też nie. Jednak po kilkukrotnym użyciu zauważyłam u siebie drobne wypryski. Baza może więc trochę zapychać, albo po prostu nie spodobała się mojej delikatnej skórze twarzy.
W każdym razie póki co zaprzestałam jej użytkowania i moją bazą nr1 jest krem nawilżający.
Konsystencja bazy Kobo po wyjęciu bezpośrednio z lodówki

Konsystencja bazy Kobo po ociepleniu w temperaturze pokojowej

Jeżeli zastanawiałyście się kiedykolwiek czy warto w nią zainwestować, to informuję Was, że w Drogeriach Natura można prosić o próbki produktu, a jeżeli nie ma takowych na stanie to panie robią odlewki z testerów.
Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia z bazą Kobo :) A może polecicie mi jakąś inną?
Pozdrawiam serdecznie!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...